(2) Kronika dobrej zmiany: PIS jak pułkownik Cathcart

To, że Pis nie jest partią inteligencką, czy też szczególnie popieraną przez inteligencję, to wynika wprost z badań socjologicznych. Ich wynik jest oczywiście zaciemniony przez to, że to są badania robione na wielkich próbach a kryterium inteligencji jest zrównane z kryterium wykształcenia, co, zwłaszcza w czasach nadskolaryzacji, może prowadzić do zafałszowania wyników.

Mnie jednak bardziej chodzi o coś innego – PIS nie przyciąga intelektualistów z prawdziwego zdarzenia, ludzi wybitnych czy najwybitniejszych w swoich zawodach. Nie mam tu oczywiście nieograniczonej skali dostępu do informacji, odnoszę się do tego co wiem i, jak mam nadzieję, rozumiem.

Zwykle w przeszłości bywało tak, że ideologie rewolucyjne, czy quasi-rewolucyjne, w każdym razie ideologie zmiany i odrzucenia starego porządku przyciągały z upodobaniem intelektualistów. Można by tu dodać, że bardzo często tę przyciągającą siłę miały ideologie siły, lub nawet przemocy.

Przykładem najbardziej znanym jest powszechne poparcie przez pisarzy i artystów ideologii komunistycznej w Polsce po drugiej wojnie światowej. Zmiana porządku, taka zupełna zmiana jest dla twórców swoiście atrakcyjna choćby dlatego, że mają oni do czynienia z czymś w rodzaju wielkiego dzieła, aktu twórczego w wielkiej skali, czyli czegoś, co zapewne marzy się każdemu twórcy. Oczywiście do tego zwykle dopisuje się marzenie o sprawiedliwości społecznej, powszechnej miłości i tego typu, za przeproszeniem, dyrdymały powszechnej potrzeby.

Oczywiście, co z takiego zaczadzenia twórców i intelektualistów w praktyce wynika – wszyscy wiemy. Potem wybitni ludzie, że przychodzą mi na myśl w pierwszej kolejności Kołakowski, Bauman czy Konwicki – przez całe życie muszą się tłumaczyć  kilka lat z całkiem spontanicznego grzechu.

Z Pisem jest jednak inaczej, PIS nie ma zaplecza wybitnych twórców, uczonych i wszystkich tych, którzy żyją z przetwarzania myśli na użytek własny i publiczny.

Można to oczywiście tłumaczyć historyczną nauczką, jaką intelektualiści zdobyli w związku z naiwnym podłączaniem się pod populistycznie ufryzowane dyktatury i autorytaryzmy. Ale to chyba jednak tak nie działa, historycznie każde pokolenie widząc przeszłość w kategoriach „błędu” przyjmuje, że „teraz wszystko jest inaczej”.

Oczywiście, są wyjątki wśród twórców z prawdziwego zdarzenia (co oczywiście jest subiektywną oceną, ale wszystkie tu zgłaszane poglądy są subiektywne). Czytałem ostatnio duży tekst o Janie Pietrzaku i ja jego poparcie dla PIS doskonale rozumiem w kategoriach psychologicznych. Cały rozwój Polski po 1989 roku jest w pewnym sensie „niepatriotyczny”, oczywiście względem tradycyjnego rozumienia patriotyzmu (zawsze mi tu przychodzi na myśl genialny wiersz Tuwima „Do prostego człowieka” który w niezastąpiony sposób metaforyzuje ten rodzaj patriotyzmu). PIS wydaje się Pietrzakowi ostatnią szansą ratowania tego rozumienia patriotyzmu, które zbudowało Pietrzaka i jego życiowe dokonania. Ale takich ludzi jawnie popierających PIS jest niewielu.

Mnie się wydaje jednak, że ta niechęć ludzi myśli do PISu (zdaje mi się, że jest ona względnie powszechna) ma jednak coś wspólnego z pojmowaniem wolności. Ludzie myśli potrzebują wolności, czy może raczej poczucia wolności nawet, jeżeli z wolności w pełni nie korzystają. Tymczasem czego można być pewnym i co jest właściwie głównym mottem mojego myślenia o PIS – ta organizacja jest po prostu jedną wielką ucieczką od wolności.

I to zarówno w bardzo dosłownym praktycznym sensie, jak i w sensie ideologii.

W dosłownym sensie wolność w każdej organizacji autorytarnej jest zagrożona, bo nie wiadomo, co w danej sprawie uważa przywódca. Jeżeli przywódca się określi – to jest jasne, że nie można w tej sprawie uważać inaczej. Jeżeli przywódca się nie określi, to owszem, można uważać inaczej, ale jeżeli się nie trafi w ten pogląd, który ostatecznie przywódca wypowie – wówczas można stracić punkty.

PIS jest zresztą klasyczną pod tym względem organizacją ideologiczno-pragmatyczną. W takiej organizacji mieszają się wyznawcy i zwykli karierowicze, jedni i drudzy zachowują się dosyć podobnie i trudno jednych od drugich odróżnić.

W sensie ideologicznym PIS jest oczywiście organizacją etatystyczną, która eliminuje krok po krok wszelkie źródła zagrożenia – czyli źródła niezależnej opinii. Samo to, że tak wielu ludziom to nie przeszkadza świadczy po prostu o tym, że wolność dla wielu ludzi jest bardziej zagrożeniem i cierpieniem, niż szansą i kluczową wartością.

Zdaje mi się, że ludzie myśli to widzą, a przecież dla ludzi myśli wolność – wolność myśli i tworzenia – jest zazwyczaj punktem wyjścia wszelkiego aktu twórczego.

Jak wspominałem – nie mam tu nieograniczonego pola badawczego, ale w świecie prawniczym za PISem nie opowiedział się ani jeden autorytet z prawdziwego zdarzenia. Ten fakt musi pozostać niezwykłą zagadką nawet w czysto statystycznym sensie. Prawo jest dziedziną wysoce spekulatywną, i na zasadzie gry umysłowej końcowo uzasadnić można właściwie każdy pogląd (dzieje się tak dlatego, ponieważ system prawny swój wyjściowy aksjomat czerpie z pojmowania dobra społecznego, a dobro społeczne każdy może pojmować inaczej).

Stąd sławne i niestety zasłużone pojęcie „falandyzacji” prawa. Cokolwiek by jednak powiedzieć o dwuznaczności Lecha Falandysza – dzisiaj nikt nie mówi o „ziobryzacji” prawa, czyli nikt nie mówi o wprowadzaniu nowych reguł wykładni, tylko raczej o szczerym ignorowaniu likwidacji dotychczasowych rozwiązań bez próby ich reinterpretacji – lub ich likwidacji, co na jedno wychodzi.

Bo poglądów prawnych Ziobry nie podziela żaden wybitny prawnik, ba, więcej nawet, żadnego wybitnego nie dało się „podciągnąć” pod koncepty legislacyjne ministra. Jeżeli by odwołać się do kilku niewątpliwych autorytetów mojego zawodu – że wymienię tu Safjana, Zolla czy Łętowską, bo łatwiej mi odwoływać się do tych, którzy nie pełnią czynnych ról w instytucjach państwowych, to trzeba przyznać, że PIS (tak jak niegdyś płk. Cathcart w Paragrafie 22) potrafił doprowadzić do wyjątkowej zgody wśród wybitnych prawników, ale tylko w jednej sprawie – tej mianowicie, jak bezprawną i niekonstytucyjną jest władzą. Interesujący jest wręcz sam ten radykalizm wypowiedzi Safjana czy Zolla (Łętowska jak zawsze jest trochę bardziej ogólna, choć każdy kto myśli, ten potrafi zrozumieć, co pani Profesor chce powiedzieć) – podejrzewam, że zaskoczył on ich samych

Wyjaśnianie tych poglądów w jakikolwiek koniunkturalny sposób (jak to robią nierzadko ludzie PIS, mówiąc o zmowie środowisk prawniczych itp.) przypomina wszelkie interpretacje „niewłaściwych” poglądów z czasów Polski Ludowej. W gruncie rzeczy kluczem jest zazwyczaj teoria spiskowa. Taki argument trafia niemal wyłącznie do własnych wyznawców, a więc radykalnych zwolenników PIS. Tym zaś właściwie żadnej wyjaśnienie nie jest potrzebne, bo oni sami już wszystko sobie potrafią wyjaśnić, zgodnie z obowiązującym schematem.

 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry