(1) Kronika dobrej zmiany: Zmiana jest wszystkim

Wygrana PISu w ostatnich wyborach zaskoczyła mnie mniej więcej tak, jak wygrana Stana Tymińskiego z Mazowieckim w wyborach prezydenckich 1990 roku. Mówiąc wprost, wydawało mi się po prostu nieprawdopodobne, by tak prymitywna oferta polityczna trafiła na tak podatny grunt, po 27 latach szkolenia demokratycznego i uczenia wyborców odróżniania białego od czarnego.

Na wszelki wypadek dodam, że ta sytuacja świadczy źle o mnie przede wszystkim, nie o kimkolwiek innym. I nie mam o to do nikogo pretensji. Uważałem PIS i jego kompletnie niezrozumiałą dla mnie koncepcję polityczną za pogrzebaną raz na zawsze w 2007 roku. Tamte dwa lata wspominam jako nieustanną nerwicę w rzeczywistości publicznej, z obrzydliwymi aferami jedna o drugiej i całkowitym rozregulowaniem standardów. Sądziłem, naprawdę sądziłem, że z przyczyn tyleż zasadniczych co oczywistych jest czymś kompletnie niemożliwym, by ta cała ekipa miała wrócić. 

Ale wróciła.

Czyli nic z tego nie zrozumiałem. W moim bezpośrednim otoczeniu mam tak mało zwolenników PIS (lub może raczej jawnych zwolenników PIS), że bardzo trudno mi znaleźć przykłady dzięki którym mógłbym zrozumieć ten sposób myślenia. Nie mniej taki właśnie cel sobie postawiłem: co łączy tych wszystkich ludzi, co ich łączy w sensie intelektualnym, biograficznym czy psychologicznym, że potrafią identyfikować się z formacją polityczną co do której myślę sobie, że gdyby była jedyną na świecie i obowiązkową, to też bym do niej się nie zapisał.

Uzupełnieniem mojego myślenia jako powiązanie przyczyny i skutku jest próba zrozumienia, co tak bardzo  mnie odstręczy czy wręcz odpycha od tej grupy, tej organizacji czy nawet, nie waham się powiedzieć, o tych ludzi.

Na wszelki wypadek, ale naprawdę tylko na wszelki wypadek zaznaczę, że jakichkolwiek poglądów tu nie wypowiem, nie ma to nic wspólnego, lub co najmniej mam nadzieję, że nie ma nic wspólnego z moimi poglądami politycznymi, ponieważ są one niejasne i zmienne w czasie. Jedno co w nich tylko jest stałego, to kompletne niezrozumienie dla okoliczności, że ktokolwiek jest w stanie popierać tak wyuzdaną formację, jak PIS.

Pierwszy motyw łączący ludzi popierających PIS to, jak mi się wydaje, pretensja, czy też wyobrażenie o tym, że świat jest rządzony i kierowany przez zorganizowane siły, przez co nasz wpływ na rzeczywistość jest niezwykle ograniczony. A właściwie żaden. Koncepcja ta w większości przypadków powiązana jest z poczuciem niespełnienia życiowego czy zawodowego (często głęboko skrywanego), przy czym za to niespełnienie odpowiedzialny jest system (znaczy się post-magdalenkowy i post-okrągłostołowy system).

Nie chcę powiedzieć przez to, że wszyscy zwolennicy PISu są nieszczęśliwi i winią innych, w tym bliżej nieokreślone siły systemu, za swoje nieszczęście, ale jestem pewien, że wśród zwolenników PIS przeważa ten rodzaj racjonalności (lub nieracjonalności), który przenosi odpowiedzialność za nasze własne losy na świat zewnętrzny.

Przy czym, w ramach tej koncepcji świata, do tej pory świat był zły, ponieważ manipulowany był przez establishement, profesorów, Niemca, Zyda, Rzeplińskiego czy Tuska, a teraz ten świat będzie lepszy, ponieważ załatwi za nas wszystko Prezes Kaczyński et consortes. Zauważmy, że to są dwie strony dokładnie tego samego rozumowania – w każdym przypadku nie tylko uchylające naszą odpowiedzialność, ale też wyraźnie przenoszącą odpowiedzialność na abstrakcyjną organizację, czyli w większości przypadków – na Państwo. Organizację, która w naszym życiu wszystko poprawi i załatwi.

Jak w każdej wielkiej „prawdzie” społecznej – jest tu także dużo prawdy prawdziwej, choć subiektywnej do bólu, ale prawda prywatna jest zawsze subiektywna, w każdym razie nie jest ona totalnym zmyśleniem. Nie mniej jednak to poczucie bycia „wyklętym” przez dotychczasowy system oznacza naturalne i bezkrytyczne poparcie dla nowego systemu. Oznacza to zresztą samo przez się, że między zwolennikami PIS a drugą stroną jest bardzo niewiele miejsca, dlatego po prostu, ponieważ dla zwolenników PIS wszyscy, którzy choćby biernie popierali dotychczasowy system są naturalnymi przeciwnikami. Bo – właśnie o to chodzi, że obie strony nie uczestniczą w jednym „systemie”, tylko każda ma swój „system”.

Taka sytuacja, oznaczająca brak continuum postaw politycznych i społecznych i nagłe zerwanie z dotychczasową rzeczywistością ma bardzo groźne skutki i w oczywisty sposób zagraża nie tylko jakkolwiek rozumianej ciągłości państwa – bo ciągłość tego Państwa nie jest dla PIS żadną wartością, lecz wprost przeciwnie (stąd oczywiście koncepcja czwartej Rzeczpospolitej). Ta sytuacja „zerwania” jest bardzo groźna w czysto pragmatycznym sensie. PIS bowiem jest orędownikiem zmiany dla zmiany samej. Skutki tej zmiany nie są w żaden sposób powiązane, nie ma  nich żadnej logiki. Bo celem jest sama zmiana i odcięcie się od tego, co było.

Nie ma kompletnie nic wspólnego ze sobą np. wycinka drzew ministra Szyszko, opisywana jako skutek prawa własności (czyli koncept skrajnie liberalny) czy też, na przykład,  pomysły lewicowe czy lewackie, jak 500 plus, obniżka wieku emerytalnego, podatek od supermarketów czy zakaz handlu w niedzielę. Są też takie pomysły, które trudno do czegokolwiek przyporządkować, jak na przykład likwidacja gimnazjów.

Nie ma też większego znaczenia co będzie na końcu tej dobrej zmiany i nikt tego nie określił. Czy system będzie bardziej liberalny, czy (na pewno) bardziej etatystyczny, czy egalitarny itp. Takich rzeczy można się tylko domyślać, natomiast faktem jest, że ani Kaczyński ani nikt z jego obozu nie przybliżył nawet docelowej wizji tych zmian. Czyli właściwie po co to wszystko. Bo Kaczyński osobiście nie wygląda mi na egalitarystę, ani na elitarystę. Na pewno wygląda na takiego, kto wie lepiej, ale nie nam nie powie.

I wcale mnie to nie dziwi, ponieważ celem PIS i jego zwolenników nie jest stworzenie realnej, opisanej rzeczywistości, a zwłaszcza – uzgodnienie takej rzeczywistości z tymi, którzy PISu nie popierają. Celem PIS jest zmiana, stworzenie nowego „systemu”, w całkowitej i nie budzącej wątpliwości opozycji do „starego systemu”.

To tłumaczy chaos i nieoczywistość we wprowadzaniu zmian.

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry