Uproszczone zadanie Lee Harveya Oswalda

W sobotę wieczorem jeżdżąc na rowerze (jeździłem już wtedy, gdy rządziło SLD z PSLem, więc proszę mi tu tego nie wytykać, choć czuję, że tu wszystko składa się w pewną całość) widziałem na Wisłostradzie kawalkadę sześciu może ośmiu samochodów, moim zdaniem – wiozących Prezydenta Dudę. Może zresztą wieźli premiera albo prezesa jednej z partii (zgadnijcie której).

Kolumna samochodów jechała 120 może 140 na godzinę, wyjąc na całe miasto, roztrącając dosłownie wszystkie samochody, czerwone światła i tak dalej. Zawsze uważałem, że w tym stylu poruszania się głowy Państwa jest w Polsce więcej nagiej arogancji, niż troski o bezpieczeństwo przewożonego. Uważałem tak nawet wtedy, gdy prezydentem był mój znajomy Alex Kwaśniewski, (którego prezydentury wtedy nie doceniałem) tudzież Lech Wałęsa lub Bronisław Komorowski. Wyrażam tu pogląd polityczny, ale, co do zasady, systemowy, a nie doraźny.

W tej sprawie jednak arogancję zostawmy na boku, bo kultura polityczna buduje się przez dziesiątki lat i szybko się nie zmieni. Chodzi mi o bezpieczeństwo – i dalszy ciąg mojej refleksji powierzam prokuratorom prowadzącym śledztwo na temat zagadkowego wypadku prezydenckiego samochodu sprzed kilku dni, za który sprytnie organa ścigania winią oponę.

Otóż - moim zdaniem, przejazd przez środek miasta z taką szybkością samochodów oddalonych od siebie o 30 może metrów stanowić większe zagrożenie dla życia głowy Państwa niż przejazd taksówką MPT.

Po pierwsze, zagrożeniem są sami borowcy, prowadzący samochody, bo przy tej szybkości wystarczy, by dany borowiec przez sekundę pomyślał o narzeczonej albo o meczu Cracovia -Legia (który w tym czasie się odbywał, a przypuszczam że prezydent ma borowców z Krakowa) – i już będzie ba-bam, jak mówił mój synek, kiedy był mały. A przy tej szybkości nie ma niegroźnych wypadków.

Po drugie jednak, co znacznie gorzej, gdyby ktoś naszego Prezydenta chciał, za przeproszeniem, ubić, to wcale nie potrzebował będzie, jak kiedyś Lee Harvey Oswald, karabinu z celownikiem na 180 metrów, ale po prostu – zajedzie Prezydentowi drogę. I będzie po nim, znaczy po Prezydencie.

Nie wiem jak było na A4 pod Opolem, i pewnie nigdy się nie dowiemy. Ja, po tym, co zobaczyłem wiem swoje. Taka procedura bezpieczeństwa aż się prosi o nieszczęście. Owszem, można przyjmować założenie, że borowcy to są nadludzie i że nie robią wypadków samochodami jadącymi przez środek miasta 140 na godzinę. Takie samo założenie przyjmowali księżna Diana i Dodi Al-Fayed i parę innych osób.

Być może  jest w ogólności tak, że BOR działa według przestarzałych pragmatyk i nie wyciąga specjalnie wniosków z tego wszystkiego, co się na świecie przez ostatnich 20 lat zmieniło. Nie wiem, nie znam się na tym. Ale jaki by ten Prezydent nie był i co bym o nim nie uważał nie chciałbym oglądać takiego igrania z życiem głowy Państwa, jakie na ulicy Warszawy widziałem w sobotę.

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry