Książki których nikt nie czyta (i dlaczego)

Patrząc na półki w pierwszej lepszej księgarni z literaturą prawniczą – zastanawiałem się nie raz – kto to wszystko czyta. Teraz już znam odpowiedź (niestety, po tym, jak parę takich książek napisałem): otóż nikt nie czyta.

Odnoszę wrażenie, że znaczna większość książek wydawana jest głównie po to, by dać wyraz aktywności poszczególnych wydawnictw. Kalkulacja czysto finansowa jest prosta: wydanie książki zwykłych rozmiarów kosztuje pewnie nie więcej niż 10 000 tysięcy złotych. Książka, na przykład kosztująca 50 złotych, nie licząc kosztów ogólnych zwraca się wtedy, gdy sprzeda się jej 200 egzemplarzy (Autorom na przykład nie płaci się prawie nic, bo autorzy na ogół się promują). Ryzyko jest więc niewielkie. Ale oznacza to też, że znaczna część książek prawniczych nawet nie osiąga sprzedaży 200 egzemplarzy.

Jest to na swój sposób przerażające, nieprawdaż? Bo tak w ogólności książki powinny mieć czytelników. Tymczasem tematyka książek prawniczych bywa tak niezwykle hermetyczna, że naprawdę bardzo niewiele osób tej wiedzy w tej postaci potrzebuje.

Jest też bardziej charakterystyczne dla prawnictwa zjawisko: otóż stan prawny z uwzględnieniem orzecznictwa jest w stanie ustalić każdy jako tako rozgarnięty prawnik. Włącza wyszukiwarkę orzeczeń i ma.

Oczywiście, prawdziwa literatura prawnicza mogłaby polegać na tym, że autor wyraża swoje, autorskie poglądy. Tylko, że takie poglądy głoszone sobie a muzom nie mają w większości żadnego znaczenia, w każdym razie nie są w stanie przekonać sądów ani innych uczestników obrotu prawnego, a dopiero w takim przypadku miałyby one jakikolwiek sens.

Tymczasem zdecydowana większość prawników piszących książki nie ma żadnego autorytetu, który by nadawał znaczenia temu, co uważają. Jak kiedyś na jakiś temat wypowiedział się Allerhand albo Namitkiewicz, to z grubsza można było założyć, że tego poglądu zwykły sąd posłucha. A teraz? Ile jest takich prawników? Safjan, Łętowska, Sołtysiński? Co więcej, oni na ogół wypowiadają się publicznie na tematy wystarczająco ogólne, by zwykłe prawnik nie był w stanie z nich zrobić użytku. Owszem, są jeszcze branżowe autorytety, to znaczy prawnicy ważni w szczegółowych dziedzinach prawa. Ale, na przykład, w dziedzinach prawa regulowanych branżowych autorytetów urzędy często nie chcą brać pod uwagę, bo mają wytyczne polityczne i z Brukseli. I tak dalej.

Dlatego, choć książek prawniczych jest tak dużo, więcej niż kiedykolwiek, a może właśnie dlatego – nikt niestety tych książek nie potrzebuje. Smutne, ale właściwie, czy ja wiem?

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry