Znaczeniowość domniemana

Właściwie większość swoich wypowiedzi mógłbym zaczynać od słów, że mnie się coś wydaje, ale pewności zupełnej nie mam. Znajoma profesor polonistka – wtedy magister - wytłumaczyła mi kiedyś, żebym tak się nie kajał na wszelki wypadek, bo w języku polskim (inaczej na przykład niż w angielskim) jest takie domniemanie, że wyrażamy swoje poglądy, a nie – stwierdzenia aspirujące do obiektywności. Ja od tego czasu nazywam takie zjawisko w nieco mętny sposób znaczeniowością domniemaną.

Innymi słowy, w ten sposób, wprowadzam zastrzeżenie do subiektywnego poglądu, który zaraz wygłoszę. Otóż moim zdaniem w sądach w Polsce nie ma równości podmiotów wtedy, gdy jedną ze stron jest firma państwowa.

No, bo teoretycznie mamy równość podmiotów i to, czy ktoś jest państwowy czy nie – nie powinno mieć znaczenia.

Ale, moim zdaniem, bardzo często – za często – jest inaczej.

W procesie karnym to nawet nie ma co mówić – sądy karne zdają sobie sprawę ze słabości prokuratury i policji i notorycznie przymykają oko na wadliwe przygotowanie spraw przez prokuraturę. Co gorsza, w większym stopniu zdarza się starszym sędziom, bo oni najwyraźniej uważają, że przywołanie prokuratorów do porządku nic nie pomoże, co najwyżej – pozwoli przestępcom uniknąć kary. Takie podejście może w kosmicznym wymiarze moralnym jest nawet zrozumiałe, ale tolerowanie standardu pracy prokuratury i policji przez sądy ma głównie taki skutek, że ten standard od lat raczej się nie poprawia tylko pogarsza. Czyli w procesie karnym, moim zdaniem, nie ma nawet co liczyć na równe traktowanie stron i chyba nawet od strony teoretycznej nikt już takiej równości nie zakłada.

W procesie cywilnym – gdzie równość stron jest właściwie istotą całego procesu, firmy państwowe też mogą liczyć na wyrozumiałość. W piłce nożnej mówi się, że sędzia daje 5 proc. więcej gospodarzom meczu. Tu jest podobne zjawisko w stosunku do firm państwowych.

Mechanizm, który to powoduje jest bardzo silny i wpływowy. Większość firm państwowych – nawet tych wielkich, które korzystają w wielu dziedzinach z faktycznie monopolistycznej pozycji (monopol, nawet jeżeli nie jest gwarantowany przez prawo, to jest dziedziczony i będzie dziedziczony przez wiele jeszcze lat) – funkcjonuje od strony formalnej poniżej standardu dobrych firm prywatnych. Dużo by mówić dlaczego tak jest, ale – tak jest. Sądy są w gruncie rzeczy także państwowymi firmami, tylko ulokowanymi w trochę innym miejscu systemu. Sędziowie wiedzą, jak wygląda organizacja ich firmy i na ogół wiedzą, że firmy prywatne są po prostu lepiej zorganizowane i funkcjonują lepiej, od firm państwowych.

I ta sytuacja wyzwala w sędziach mechanizm solidarności który prowadzi do udzielenia wsparcia firmie państwowej, bo przecież wiadomo, że ona ma gorzej…

Tak mi się wydaje. Ale może się mylę :)

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry