Prawo jako przeszkoda w realizacji misji

W związku z ułaskawieniem Mariusza Kamińskiego przez prezydenta Dudę oczy opinii zwróciły się w stronę autorytatywnych prawników, którzy – z pewnymi charakterystycznymi wyjątkami – kwestionują formalny, prawniczy sens decyzji Prezydenta. Okazuje  się bowiem, że Prezydent ułaskawił Kamińskiego, który nie był skazany czyli uczynił coś radykalnie sprzecznego z sensem ułaskawienia, które przecież nie jest instrumentem dotyczącym ścigania czy wyrokowania – ale właśnie, tylko i wyłącznie skazania.

O ile wiem, dopuszczalność prawną takiej decyzji potwierdza jedynie nieoceniony Piotr Kruszyński, profesor, ale on potwierdza zawsze to, co może posłużyć jego zawodowej karierze, a w obecnych czasach jest duża niepewność, więc należy hipotetycznie popierać zarówno dopuszczalność jak i niedopuszczalność aktu łaski wobec Kamińskiego.

Z góry zastrzegam, iż nie znam sprawy Kamińskiego i oczywiście nie jestem w stanie oceniać sensu wyroku, skazującego go na trzy lata więzienia – w świetle miary statystycznej, która dobrą miarą nie jest, ale czasem jedyną, był to wyrok niezwykle wysoki. Znów jednak – tylko sędziowie i strony procesu wiedzą co jest aktach sprawy. Co najwyżej – tak nienaturalnie wysoki wyrok w pewnym sensie ułatwił zadanie Prawu i Sprawiedliwości w sprzedawaniu go opinii publicznej jako oczywiście wadliwego.

Przy okazji dyskusji wokół sprawy wychodzi na jaw jednak pewna naiwność polityczna dyskutantów, w tym niestety także i moja. Otóż my wszyscy na ogół zakładamy, że Prawo i Sprawiedliwość przejmuje się poglądami prawników.

Druga w tym kontekście pochodna naiwność polega na żywionym przez prawników przekonaniu, że prawnicy są naprawdę tacy ważni. Otóż prawnicy są ważni wtedy, gdy chodzi o zastosowanie prawa, ale nie wtedy, gdy chodzi o realizację misji. Nie chcę powoływać się na przykłady z historii, bo one „źle brzmią”, albowiem nierzadko przywódcy którzy podejmowali się realizowania doniosłych misji na końcu okazywali się zwykłymi szubrawcami. Ale to dopiero na końcu. Zresztą, bywało różnie, ponieważ jeżeli misje triumfowały, to historia nie ocenia ich jako szalonych, tylko jako natrualny rozwój historii. Na ogół jednak owi misyjni przywódcy wcześniej zmuszeni byli uznać, że gorset stworzony przez dotychczasowy system nie może być dla nich przeszkodą, bo jeżeli by przyjąć na przykład, że Prezydent nie może ułaskawić szefa służb specjalnych, choćby i nie był on skazany, i taką oto kwestię uznamy za przeszkodę dla realizacji misji – to żadnej misji zrealizować się nie da. Jeżeli spojrzymy na tę decyzję z takiej właśnie perspektywy to nie będzie ona uważana za niezrozumiałą, co najwyżej - niedopracowaną w technicznych szczegółach.

Tu ujawnia się cała względność prawa, która swego czasu uwieczniła się w pojęciu „falandyzacji” – zawsze się znajdą tacy prawnicy, jak kiedyś Lech Falandysz, którzy poprą nawet najbardziej absurdalną interpretację przepisów przy założeniu, że służy ona „słusznej” misji. Uczynią to tym chętniej, iż chwilowo żaden niezależny trybunał nie będzie weryfikował decyzji prezydenta, co najwyżej uczyni to za lat pięć – Trybunał Stanu. Tym jednak żadna władza nigdy się nie przejmuje, bo niemal każda władza zachowuje się tak, jakby miała rządzić wiecznie. Tak też zresztą postępował sam Mariusz Kamiński, nawiasem mówiąc.

Więc z jednej strony mamy głosy oburzenia znaczących prawników – niezwykle radykalna wypowiedź Andrzeja Zolla na przykład, z drugiej – w tym kontekście niemal zabawne tłumaczenia urzędnika z Kancelarii Prezydenta, że Kamiński jest kryształowo uczciwy, każdy to wie, i, że zrezygnował z odprawy co świadczy o tym, jaki jest uczciwy (ja bym powiedział, że to może wprost przeciwnie, jak ktoś rezygnuje z kasy, która mu się należy, ja się staję podejrzliwy).

Wszystko to jednak są zdarzenia nieco pozorne. Prawo i Sprawiedliwość realizuje misje i prawnicy nie są dla tej misji kluczowi. Prawo stanowi narzędzie, jeżeli mam jeść zupę, biorę łyżkę, jeżeli mam jeść steka, biorę nożyk z piłką. Biorę to narzędzie, którego potrzebuję.

Niestety, tak zwana liberalna, antypisowska większość elity intelektualnej – to chyba niewątpliwe, że mamy w tej chwili właśnie taką sytuację, iż Prawo i Sprawiedliwość chce rozmawiać z ludem ponad głowami profesorów – niekoniecznie jest w stanie przekonać tenże lud do prawa za pomocą kryształowego bożka niezawisłości sędziowskiej, jako szczególnej wartości systemu demokratycznego. Myślę, że dość powszechne jest przeświadczenie i wątpliwość na tle, jaki mamy pożytek z niezawisłości sędziowskiej skoro sądy są po prostu słabe, najsubtelniej rzecz ujmując. W pewnych okolicznościach owa niezawisłość staje się w istocie zagrożeniem: sądy bowiem zamiast stosować ze zrozumieniem prawo, wsłuchują się w nastroje społeczne i to tylko tej części społeczeństwa, którą słyszą, są często populistyczne i niekompetentne zarazem. Za to, że sądy nie zostały choćby trochę poprawione pod względem jakości orzeczniczej, etycznej i profesjonalnej odpowiedzialność ponosi dotychczasowy establishment, aczkolwiek ten nowy – też nie ma w planach żadnych godnych uwagi reform. Ponieważ i jedni i drudzy wiedzą, że to jest zadanie zbyt trudne, by zbierać za nie punkty w najbliższych wyborach.

Profesjonalizacja sądów mogłaby dopiero doprowadzić do ich prawdziwej niezawisłości, ale tu jest z kolei poważna wątpliwość, czy władzy politycznej aż tak bardzo na tym zależy. Ba, czy społeczeństwu, cokolwiek to słowo znaczy, aż tak bardzo na tym zależy.

Wprawdzie, z tych dwóch światów które stanęły w tych dniach na przeciwko siebie w ramach konstytucyjnego konfliktu, równie niedoskonałych, bo nieopartych na utrwalonych wartościach, to znaczy między światem niezawisłych, lecz nieprzewidywalnych sądów i wadliwie umocowanego i równie nieprzewidywalnego Prezydenta – bliższy jest mi mimo wszystko ten pierwszy świat, ponieważ sądownictwo można doskonalić, a źle skonstruowanej koncepcji urzędu Prezydenta naprawić się nie da, można ją tylko anihilować do poziomu znanego w cywilizowanych państwach zachodniej Europy. Nie mniej jednak dobrze by było, by liberalny i godny, zazwyczaj, szacunku profesorski establishment nie uważał tego wyboru za całkowicie oczywisty, ponieważ wiara w niezawisłość sądów, jako ich najważniejszą właściwość i może i jedyną niewątpliwą zaletę donikąd nas nie zaprowadziła i z całą pewnością nie zaprowadzi.  

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry