Jack Daniels czyli jak Państwowa Agencja walczy ze świadomością nabywców keczupu i łiskacza

Przeczytałem w gazecie, że prezes Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych jest zdania, że sos barbecue pod nazwą Jack Daniels stanowi reklamę alkoholu. Pogląd ten poprała dodatkowo jakaś prawniczka.

Moim zdaniem wypowiadanie się prawników na temat tego co jest a co nie jest reklamą alkoholu jest zajęciem pozornym, ponieważ ustawa z 1982 roku jest tak napisana, że pozwala każdemu twierdzić w świetle prawa co zechce i to, czy coś jest czy nie jest reklamą alkoholu nie jest w najmniejszym stopniu kwestią prawną, lecz co najwyżej kulturową i obyczajową.

Mówiąc wprost, żeby coś takiego twierdzić i nie zajmować pozycji dyletanta, który wie wszystko czyli nic – trzeba by mieć pod ręką konkretne badania o bardzo ściśle określonym zakresie.

Bo rzecz przecież sprowadza się do tego, czy sprzedawanie sosu Jack Daniels ma lub może mieć wpływ na wzrost sprzedaży burbona pod tą samą nazwą.

Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Jako miłośnik – przynajmniej od czasu do czasu – tej uroczej, lekko wędzonej gorzały z Tennessee kupiłem i kupuję sos barbecue z powodu mojego osobistego stosunku do gorzały, a nie odwrotnie.

Ale ja to ja. Nie każdy musi mieć utrwalony stosunek do tego zgubnego w skutkach, brązowego aromatu. Pytanie czysto badawcze musi polegać jednakże na tym, czy nabywca lub potencjalny nabywca sosu barbecue, czyli po ludzku mówiąc keczupu zostanie w ten sposób zachęcony do nabycia łiskacza pod tą samą nazwą. A może nie tylko nabycia, ale i napicia.

Osobiście uważam, że to jest właściwie nieprawdopodobne.

No, spróbujmy sobie wyobrazić choćby taką sytuację: przychodzi do sklepu na przykład pani Jadzia, gospodyni domowa. Widzi nowy keczup pod nazwą Jack Daniels na półce i go kupuje. Próbuje keczup i myśli sobie: dobry jest. Potem idzie do sklepu alkoholowego gdzie przypadkiem widzi łiskacza Jack Daniels i myśli sobie: kupię i się narąbię, bo skoro ten keczup był taki dobry, to ta gorzała też na pewno jest bardzo dobra.

No niech ktoś mi powie, że ta logika wyboru konsumenckiego da się obronić? Przecież Jadzia gdyby kiedykolwiek lubiła wypić coś z tej samej półki, to już dawno by wiedziała, jak smakuje whiskey Jack Daniels. Dowiedziałaby się też nadzwyczaj łatwo, że ten smak nie ma zupełnie nic wspólnego ze smakiem keczupu.

Jakie znaczenie ma to skojarzenie dla keczupu, to jest może być temat dla całkiem ciekawych rozważań. Cały ten jednak pomysł na strumień podświadomości skojarzeń jako obiekt walki Państwowej Agencji wydaje mi się naciągany co najmniej tak długo, jak dłuo nie zobaczę porządnych badań konsumenckich na ten temat. W takich sprawach nie można opiera się na tym, co się komu wydaje, a zwłaszcza co się wydaje prezesowi Agencji albo prawnikowi, bo na przykład mnie się wydaje coś innego. Na pewno zaś, jestem od tym przekonany, ów strumień podświadomości nie ma nic wspólnego ze sławnym i niezapomnianym pomnikiem oszukanej reklamy, jakim była łódka Bols.

Nie mniej jednak półki co zdaje mi się, że w każdym przypadku to keczup reklamuje się sławą gorzały, a nie odwrotnie. 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry