Szkodliwa fikcja

W każdej procedurze sądowej istnieje mechanizm wyłączenia sędziego. Nie chodzi mi tu o wyłączenie sędziego oparte na ustawowych przesłankach (typu pokrewieństwo), lecz o wyłączenie oparte na przeświadczeniu uczestnika procesu co do stronniczości sędziego (sąd wyłącza sędziego na jego żądanie lub na wniosek strony, jeżeli istnieje okoliczność tego rodzaju, że mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziego w danej sprawie)  Jest to mechanizm w praktyce zupełnie nieefektywny, ponieważ pozostaje on w naturalnym konflikcie z pryncypialną zasadą niezawisłości sędziowskiej. Jest jasne, że gdyby strona procesu mogła z łatwością doprowadzić do zmiany sędziego mogłoby to prowadzić do swoistego zabiegania przez sędziów o akceptację stron. A w sądzie ktoś musi przegrać i nie ma miejsca na przyjazne nastawienia. Decydują, mają decydować obiektywne mierzalne racje.

Chcę przez to jasno powiedzieć, że instytucji włączenia sędziego mogłoby wcale nie być, przyjmując, że niezawisłość jest fundamentem sądownictwa. Ale instytucja ta mimo wszystko jest. Nie mniej jednak w obecnej postaci ta instytucja jest zupełną fikcją. Sądy i sędziowie traktują wnioski o wyłączenie jako zamach na niezawisłość i nie podchodzą do nich poważnie. Nie wiem, czy są na ten temat jakiekolwiek statystyki, ale moim zdaniem w rzeczywistości takie wnioski nigdy nie są uwzględniane, już choćby dlatego, że sądy unikają jak ognia tworzenia precedensów na tym tle ( inna rzecz, że w sądach dominuje filozofia oblężonej twierdzy i generalnie poczucie, że ludność się czepia i ma pretensje, ale to inne zagadnienie).

Z drugiej strony – co za paradoks – składanie kompletnie nieuzasadnionych i nierzetelnych wniosków przez strony jest swoiście premiowane poprzez wstrzymanie postępowania na kilka miesięcy i stworzenie dla sędziego jednak nieco dwuznacznej sytuacji w ramach której strony opisują przejawy stronniczości i subiektywizmu ze strony sędziów.

Słowem w każdym aspekcie obecnie instytucja wyłączenia sędziego jest dzisiaj ułożona niewłaściwie.

Moim zdaniem albo trzeba tę instytucję udrożnić albo z niej zrezygnować. Bo dzisiaj jest to instytucja pełna swoistej hipokryzji po obu stronach. Nie wpływa ona na przestrzeganie przez sądy zasad obiektywizmu – lub powiedziałbym raczej – kultury obiektywizmu, z drugiej strony instytucja ta prowokuje zwykłych awanturników i pieniaczy.

Nowe miejsce dla instytucji wyłączenia stwarza, zdaniem moim, rejestracja wideo spraw sądowych. Problemem w sądach jest moim zdaniem brak owej kultury obiektywizmu ze strony sędziów prowadzących sprawy, przejawy jednoznacznie stronniczego nastawienia. Wbrew pozorom nie chodzi tu po prostu o sposób traktowania stron czyli po prostu standard kulturowy. Chodzi o to, że te mniej lub bardziej wyraźne przejawy stronniczego traktowania jednej ze stron stanowią, w moim przekonaniu, uzasadnioną przesłankę dla przypuszczenia, że wyrok będzie oparty na sympatii dla jednej ze stron oraz niechęci dla drugiej strony.

By użyć nieco przewrotnej analogii: sędziowie prowadzący mecze piłkarskiej podlegają takiej publicznej ocenie nie tylko w odniesieniu do zasadniczych decyzji, lecz także – w odniesieniu do sposobu traktowania obu drużyn. Logiczne i powszechnie akceptowane założenie mówi, że jeżeli nastawienie do poszczególnych drużyn jest przesłanką interpretacji spornych sytuacji.

Innymi słowy przy takim podejściu do problemu iudex suspectusa nie musi chodzić tylko o to, czy sędzia był poprzedniego dnia w knajpie z powodem, na rzecz którego następnego dnia zasądził roszczenie, ale o to także, czy w tym samym tonie zwracał się do obu stron podczas rozpraw.

Takie podejście musiałoby zostać poprzedzone wypracowaniem i uznaniem reguł obiektywności w sądach. Brak takich reguł – stosownie do zasad neurolingwistyki – prowadzi w logiczny sposób do tego, że subiektywne nastawienie do strony kształtuje niesprawiedliwą treść wyroku. Nie trzeba zresztą sięgać to osiągnięć nauki by zrozumieć, że nie może być inaczej. Tymczasem bardzo wielu sędziów tej prawdy nie rozumie i zdaje się w ogóle nie widzieć w tym  żadnego problemu.

W obecnej chwili procedura wyłączenia sędziego jest oparta na raczej absurdalny koncepcie polegającym na tym, że koledzy sędziego którego dotyczy wniosek mają orzekać o wyłączeniu swojego kolegi. Jest to sytuacja w pełni „integrująca” konflikt interesów, zakładająca jakąś nadludzką obiektywność sędziów. W sytuacji, gdy ze swoim wyłączanym kolegą siedzą na co dzień w jednym pokoju i co więcej wiedzą, że za tydzień to ten kolega będzie rozpoznawał wniosek dotyczący tegoż sędziego. Raz jest się twórcą raz tworzywem. Wymaganie niezależności w takiej sytuacji jest, zdaniem moim, wymaganiem absurdalnym czy też wręcz nieludzkim.

Co czyni całą instytucję wyłączenia sędziego fikcyjną. Fikcyjne instytucje i rozwiązania są wybitnie szkodliwe dla systemu prawnego. To chyba rozumieją doskonale wszyscy prawnicy.

Jeżeli taka instytucja ma dalej istnieć to musi ona zaakceptować fakt, że sędziowie są ludźmi. Gdyby taka instytucję potraktować poważnie stosownie do standardów demokratycznego państwa, to o wyłączeniu sędziego musiałby rozstrzygać niezależny i obdarzony odpowiednim autorytetem panel – na przykład złożony z przedstawicieli nie tylko sędziów ale i doradców prawnych. Nie da się bowiem założyć, że sędziowie mogą być obiektywni w tego rodzaju sprawach.

Z drugiej strony konieczne byłoby wprowadzenie odpowiedzialności za składanie wniosków w złej wierze.

Stworzenie systemu kontroli obiektywności sędziów nie jest rzeczą prostą, to jasne. Jasne jest dla mnie jednakże i to, że obecny system stanowi szkodliwą fikcję.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry