Felieton piłkarski czyli wyzwanie przed Legią

Przez dziesięć lat mojego życia zajmowałem się zawodowo pisaniem o piłce nożnej, co przypominam dla podbudowania swojego autorytetu w tej dziedzinie. Nigdy nie aspirowałem do profesjonalnego rozumienia tego, co dzieje się na boisku, moje oceny drużyn i klubów dotyczyły głównie tego, co dzieje się poza boiskiem.

Z tych przyczyn postanowiłem odnieść się do faktu, że Legia Warszawa nie została w tym roku mistrzem Polski. Czyli napisać jeszcze jeden, po kilkudziesięciu latach, felieton sportowy. Kiedyś pisałem takie co tydzień.

Można oczywiście powiedzieć, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo właściwie, dlaczego Legia miałaby tym mistrzem być? Czy to jest jakiś obowiązek? I dlaczego twierdzić, że Legia „straciła” mistrzostwo, może po prostu Lech był lepszy i wygrał?

Co więcej, w piłce nożnej niemal dowolnie i bezkarnie prowadzić można zabawy stochastyczne i dowodzić, że to zupełny przypadek i, że gdyby Guilherme trafił do bramki Lecha w ostatniej minucie meczu z Legia, to byłoby odwrotnie.

Zadaniem komentatora jednak nie jest ustalenie, że wszystko zależało od przypadku, ponieważ teza taka w piłce nożnej zawsze daje się obronić. Zadaniem komentatora jest wyłowienie niezbitych, zwłaszcza ekonomicznych i zarządczych prawidłowości, które powodują, że jednego kluby wygrywają a inne przegrywają. Na tym samym polega najważniejsza część zadania trenerów i zarządców klubów w piłce nożnej – na opanowaniu roli wszechwładnego przypadku w piłce nożnej.

W piłce nożnej decydującą przesłanką sukcesu są pieniądze. Każdy to wie. We wszystkich ligach piłkarskich wieloletnia „krzywa” wyników odpowiada w zupełności krzywej przychodów. Często jest też odwrotnie.

Legia jest najbogatszym polskim klubem. Przewyższa budżetem (generowanym wreszcie z przychodów a nie z dotacji) Lecha o kilkanaście milionów, może więcej. Większość innych klubów przebija dwu i więcej krotnie.

Budżet ten jest następstwem koncepcji biznesowej realizowanej przez grupę ITI od 2004 roku. Jego istotą była budowa mocnej bazy przychodowej w postaci stadionu. Stadion został zbudowany w 2010 roku.

Bogusław Leśnodorski jako zarządca przejął klub w grudniu 2012 roku. Klub głęboko zadłużony – ale zadłużony w sposób, by tak rzec, strukturalno-niespłacalny. Zadłużenie było wynikiem świadomej koncepcji właściciela i koniec końców jego rozmiar powodował, że zadłużenie to nigdy nie było obciążeniem dla bieżącej działalności. W rzeczywistości nowy zarządca wraz, jak się potem okazało niedługo potem, grupą nowych właścicieli przejął klub w stanie optymalnym z punktu widzenia zarządzania nim. Ponieważ Legia miała i ma znaczącą przewagę konkurencyjną nad resztą ligi.

Elementem tej przewagi były kontrakty reklamowe, wysoka frekwencja przy wysokich cenach biletów i stabilna sytuacja w relacjach z radykalnymi grupami kibiców.

Legia dwukrotnie wygrała mistrzostwo Polski, pomimo jednak owej przewagi konkurencyjnej, pozwoliła się doścignąć przeciwnikom. W moim przekonaniu oznacza to, że Legia i jej obecny zarząd nie wykorzystał przewagi konkurencyjnej, którą zapewniły mu poprzednie zarządy i poprzedni właściciele klubu.

W moim przekonaniu powodów jest co najmniej kilka.

Od strony sportowej klub, jak na swoje spore możliwości, nie dokonał odpowiednich wzmocnień. W każdym razie polityka transferowa Legii okazała się być względnie pasywna – nie tylko jak na ambicje europejskie klubu, ale nawet jak na ambicje krajowe. W gruncie rzeczy do Legii przyszło sporo przeciętnych piłkarzy, z których klub nie ma żadnego pożytku.

Warto zwrócić uwagę że, poza kilkoma wyjątkami, najważniejszymi piłkarzami Legii są nadal zawodnicy, którzy grali w klubie przed końcem 2012 roku.

Druga kwestia – to strategia przyjęta przez trenera klubu, który, pomimo chwalebnych osiągnięć w roli piłkarza, okazał się być po prostu menedżerem zwyczajnie i po prostu nie dość doświadczonym, jak na przyjęte zadanie. Berg przyjął strategię permanentnego lekceważenia meczów ze słabszymi drużynami licząc na to, że wszystkie problemy rozwiąże sukces w rozgrywkach europejskich. Taka kalkulacja zwykle nie ma sensu.

Koniec końców największym niepowodzeniem obecnych władz klubu – niepowodzeniem, którego skutki potrwają dłużej, niż się wydaje – było znaczące obniżenie frekwencji na meczach, co oczywiście skutkować musi osłabieniem bazy przychodowej.

Oprócz przyjętej strategii sportowej oszczędzania drużyny w wielu meczach na własnym stadionie najważniejszą przyczyną spadku frekwencji było osłabienie poczucia bezpieczeństwa w wyniku dwuznacznego paktowania z przedstawicielami radykalnych kibiców, co skutkowało, bo musiało ostatecznie skutkować, awanturami na własnym stadionie i w meczach wyjazdowych, jego zamknięciem i grą przy pustych trybunach. Żeby była jasność – jest to bardzo trudny problem, który w warunkach polskich, nie zostanie rozwiązany w sposób ostateczny przez wiele jeszcze lat, nie mniej jednak sposób , w jaki podszedł do niego Leśnodorski był zapewne najgorszym z możliwych.

Nie zamierzam obciążać Leśnodorskiego wszelkimi przewinami, ale można odnieść wrażenie, że jego stosunek do zarządzania klubem w istotnej mierze stanowi źródło obecnego niepowodzenia. Leśnodorski w sposób spektakularny, by nie powiedzieć brutalny (i zupełnie niepotrzebny) odciął się od wszelkich działań i osiągnięć poprzedników. Różne gesty i słowa Leśnodorskiego w stosunku do jego poprzedników były nie tylko aroganckie ale i wręcz obraźliwe. W najmniejszym natomiast stopniu nie było po jego stronie żadnej intencji wykorzystania dorobku poprzedników.

Większość niepowodzeń Legii w ciągu ostatnich 2,5 roku może być oceniona jako zbieg przypadkowych okoliczności, ale bliższe przyjrzenie się poszczególnym zdarzeniom pozwala na dopatrywanie się nich względnie oczywistych uchybień zarządczych.

Przyszłość Legii jest w tej chwili nie całkiem jasna, pomimo, że Legia pozostaje najmocniejszym finansowo klubem w Polsce. Pytanie, bowiem na ile obecnych właścicieli stać na konieczne inwestycje i trudne decyzje. Tym bardziej, że właściciele Legii są na pewno pod presją rozliczenia transakcji z grupą ITI, co musi oznaczać, że ich swoboda decyzji finansowych będzie raczej malała, niż rosła.

Układ właścicielsko- zarządczy - ten, który jest w Legii - w pewnym sensie może być efektywny dla klubu piłkarskiego, ponieważ w klubach najważniejsze decyzje i tak podejmują właściciele. Jest to struktura decyzyjna zbliżona do tej, która jest najbardziej charakterystyczna dla małych firm. Taka struktura oznacza jednak także rozkład ryzyka w ramach którego właściciel nie ma, na kogo przenieść odpowiedzialności za swoje błędy. Taka struktura wyznacza też zasadnicze ograniczenia w dokonaniu krytycznej analizy popełnionych błędów, bo sprowadza się do tego, że właściciel ocenia samego siebie.

I to jest prawdziwe wyzwanie dla Legii na teraz i na zaraz.  

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry