Miernoty i hochsztaplerzy

Polskie wybory prezydenckie można metaforycznie nazwać najbardziej niepotrzebnymi wyborami świata. Nie zamierzam dokładać ręki do tego idiotyzmu i podjąłem już dawno temu zobowiązanie, że zagłosuję wyłącznie na takiego kandydata, który programowo zobowiąże się do sprowadzenia roli prezydenta do roli właściwej dla cywilizowanych państw zbudowanych na demokracji parlamentarnej.

Jak wszystkim wiadomo, model urzędu prezydenta został wymyślony pod kątem Lecha Wałęsy ponad ćwierć wieku temu. Wałęsa na premiera się nie nadawał, wiedzieli o tym wszyscy, chyba nawet on sam, w związku z tym trzeba było wymyślić dla niego urząd, do którego przypisano prestiż oraz trochę władzy. Takich urzędów na świecie nie ma, prezydent w takich systemach ma zadania czysto ornamentacyjne, w związku z tym żaden poważny polityk nie pcha się do tej roli. Dzięki czemu na urząd ten wybierane są znaczące, pozapolityczne postaci.

Polska jest jedynym krajem, który utrzymuje fikcję politycznego znaczenia tak zwanej głowy państwa, czemu służy przede wszystkim bezpośredni wybór na ten urząd. Jest mi wstyd za Polskę i Polaków, że nie potrafimy z tego wybrnąć.

W związku z powyższym, kampania do tych wyborów jest godną ubolewania, próżną szopką. Partie wystawiają drugorzędnych kandydatów, którzy nie mogą mieć żadnego programu, ponieważ nie mają żadnych narzędzi do owego programu realizacji. W związku z czym w kampanii nie wiadomo, o co chodzi, kampania jest śmieszna i żałosna zarazem.

Bronisław Komorowski jako polityk wedle mojej pamięci miał nawet pewne realne osiągnięcia, natomiast jako prezydent jest uosobieniem przeciętności i nijakości. Moim zdaniem – prawidłowo rozumie swoją rolę, ma być przeciętny i nijaki, bo nie może być inny, wykonując jak najsłuszniej zadania powierzone mu przez jego partię.

Czyli, w ramach tej kampanii, każdy z kandydatów ma do powiedzenia właściwie tyle, że będzie dobrze reprezentował swoją partię. Czy istnieje jakiekolwiek głupsze zadanie dla głowy państwa, niż reprezentowanie własnej partii? Ale tak właśnie ten urząd został wymyślony.

To wszystko oznacza nie tylko problem bezsensownych kosztów takie urzędu, nieprzejrzystości jego wewnętrzej organizacji, czy też także pewnego wysiłku myślowego, do jakiego mimo wszystko naiwne społeczeństwo jest zmuszane raz na pięć lat. Większy problem wiąże się, być może, z ryzykiem, jakie urząd ten mimo wszystko niesie.

Oczywiście, ktoś powie, możliwa jest przecież konfiguracja, w której prezydent będzie z innej partii, niż rząd. Tak przecież było za Kwaśniewskiego. Ale jaka właściwie jest z tego korzyść. Prezydent ma wyłącznie narzędzia destrukcyjne, może blokować ustawy. Jednocześnie w gruncie rzeczy wie, że nie powinien tego robić, nie ma w istocie rzeczy do tego mandatu moralnego, skoro ustawy pochodzą od Sejmu. Dlaczego właściwie prezydent miałby poczuwać się do tego rodzaju mądrości i władzy by blokować ustawy – nawet, gdyby politycznie było to na rękę jego obozowi? Może to robić złośliwie i szkodliwie, jak robił Lech Kaczyński czy czasem, choć rzadziej, Kwaśniewski (zablokował kiedyś podatek liniowy Balcerowicza). Ale czy po to jest prezydent? I wreszcie – czy poważny kraj może zależeć od tego, kto w aktualnym układzie politycznym ma interes w blokowaniu wyników pracy Sejmu? Tym bardziej, że prezydent nie odpowiada przed nikim za nic, a w wyniku powyżej opisanej konfiguracji jest czy może być drugorzędną postacią. I ta drugorzędna postać będzie przesądzać, co ma być ustawą a co nie?

Efektywnie więc bez względu na to, kogo wybierze naród na prezydenta będzie to urząd niepotrzebny. Najwybitniejsi politycy będą stronić od tego urzędu, tak zrobił Tusk, ta zrobił Jarosław Kaczyński, co zresztą stwarza dodatkowe ryzyko, że te destrukcyjne narzędzia przejmie na własny użytek kompletnie niedoważony hochsztapler. Niepotrzebny urząd niesie ze sobą więc dodatkowo ryzyko kompromitacji systemu, który przyjęliśmy.

Czy tego nam potrzeba, żeby zrozumieć?

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry