Mózg sędziego

Być może największym problemem w procedurze cywilnej, a może w ogóle w prawie cywilnym stosowanym, jest tak zwanym wyrok reformatoryjny. Czyli sytuacja, w której sąd drugiej instancji wydaje inny, a zwłaszcza – całkiem odwrotny wyrok w stosunku do wyroku sądu pierwszej instancji.

Taka sytuacja oznacza, że strona, która w drugiej instancji sprawę przegrywa – czyli ta, która w pierwszej instancji sprawę wygrała – jest tak naprawdę pozbawiona prawa do obrony swojej racji. Ponieważ argumenty, na których ostatecznie opiera swój wyrok sąd drugiej instancji w ogóle nie są, w toku procesu, przedmiotem owej strony zainteresowania, a w każdym razie – są całkowicie marginalne, ponieważ stronie trudno jest zauważyć proces myślowy, jaki zachodzi w mózgu sędziego. Innymi słowy przed takim wyrokiem strona nie ma się jak bronić, nie jest w stanie przeciwko niemu w żaden sposób argumentować. 

Moim zdaniem, szkodliwe są już nawet takie wyroki, w których wprawdzie sąd drugiej instancji potwierdza wyrok sądu pierwszej instancji, ale – przy zastosowaniu zupełnie innej argumentacji. No, ale to jest sytuacja, w której poczucie sprawiedliwości nie jest tak radykalnie zdeprawowane, jak w przypadku wyroku reformatoryjnego.

Dwuinstancyjność postępowania sądowego w zasadzie gwarantuje Konstytucja (art. 78) – w sytuacji, gdy brak jest odrębnego uregulowania w przepisach, które by ową dwuinstancyjność wyłączały. Trybunał Konstytucyjny nie podszedł nigdy do tego zagadnienia w jej najgłębszej istocie rzeczy, zaś ta ostatnia rozmywa się w wielu szczegółowych orzeczeniach. Nie da się ukryć, że zakreślenie niekonstytucyjności wyroku, zwanego bardzo ogólnie reformatoryjnym, jest niezwykle trudne, nie mniej – wobec dziesiątków szczegółowych i w gruncie rzeczy drugorzędnych rozstrzygnięć dotyczących zasady dwuinstancyjności brak jasnego stanowiska zarówno Trybunału jak i Sądu Najwyższego ujawnia dramatyczną niedoskonałość systemu prawnego.

Żaden przepis nie pozbawił obywatela prawa do drugiej instancji w postępowaniu cywilnym. Natomiast liczne przepisy szczegółowe pozwalają wydawać sądom drugiej instancji wyroków w taki sposób, jakby tej pierwszej instancji nie było. Oczywiście, ustalenia faktyczne w zasadzie powinny pozostać te same, ale to nie jest problem, bo sądy apelacyjne nie garną się nigdy do własnych ustaleń faktycznych. Natomiast możliwość odmiennego zastosowania prawa materialnego przesądza o tym, że dwuinstancyjność w procesie cywilnym jako zasada – jest fikcją.

Na sam problem nakłada się w sposób bolesny problem sądów odwoławczych, które bardzo często są znacznie gorszymi sądami, od sądów rejonowych. Sądy odwoławcze są często nie drogą awansu sędziów, lecz przechowalnią tych, którzy w rejonie już być nie mogą, zaś wyżej -  nigdy nie pójdą.

Parę lat temu ta sama sędzia w Sądu Okręgowym w Warszawie w krótkim czasie wydała, jak referent w prowadzonych przeze mnie sprawach, dwa wyroki reformatoryjnym, przy czym oba były, nie waham się powiedzieć, niedorzeczne i jednocześnie oba miały charakter niekasacyjny.

W jednej ze spraw sędzia źle policzyła kwoty, przez co wyszło jej, że Sąd Rejonowy pomylił się w liczeniu (było dokładnie odwrotnie), w drugiej zaś – przyjęła bez jakiegokolwiek dowodu okoliczności faktyczne dotyczące innej sprawy.

Ileż takich wyroków ma miejsce w Polsce każdego dnia?

Ja mam głęboką nadzieję, że Sąd Najwyższy przynajmniej widzi ten problem. Skromnym potwierdzeniem mojej nadziei jest wydany całkiem ostatnio wyrok, który zdaje się wprowadzać co najmniej zasadę sygnalizacji zamierzeń sądu co do zmiany podstawy wyroku. http://www4.rp.pl/artykul/1189251-Sad-nie-moze-zaskakiwac-zmiana-podstawy-wyroku.html. Oczywiście, rzecz powinna być uregulowana przepisem, który po pierwsze, nakładał by na Sąd realny obowiązek w tej mierze, po drugie zaś – ustanawiałby realne prawo dla strony w przypadku naruszenia przez Sąd tego obowiązku.

Bo dwuinastancyjność wymyślono po to właśnie, by korygować błędy sądów, a nie po to, by ograniczać prawo stron do sądu.

Banalność tego zdania jest rażąca dla samego jego autora. Jak śpiewał Młynarski: to przepraszam, sorry, smutno.

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry