Sędziowie, czyli właściwie urzędnicy, tyle że w togach - czyli samorząd na straży wypaczeń

Koncepcja, że społeczeństwo nie dojrzało do demokracji jest oczywiście niezwykle niebezpieczna: to sformułowanie to magiczny wytrych wszelkich totalitarystów. Zapewne pod takim hasłem właśnie dochodzi do większości wojskowych i dyktatorskich przewrotów i zamachów stanu. Z zamachem majowym na czele (ciekawe zresztą, że akcja Piłsudskiego z 26 roku przeszła do historii pod tym raczej pejoratywnym określeniem symbolicznym, co nie zaszkodziło Piłsudskiemu przejść do historii w charakterze bohatera).

Z drugiej strony nie może też być tak, że każda jawna czy nawet fundamentalna krytyka demokracji będzie pacyfikowana jako przejaw totalitarnych pomysłów na państwo i społeczeństwo. Demokracja wydaje się być pojęciem stopniowalnym, nie zaś absolutnym, a co za tym idzie nie można sensownie pytać (i sensownie odpowiadać na to pytanie) – czy jestem za demokracją czy przeciw? Trzeba może raczej odpowiedzieć, za jaką jestem demokracją?

Takie myśli mi przychodzą do głowy, gdy rozważam status sądów i sędziów w Polsce, anno 2015. Sądownictwo jest zorganizowane w sposób demokratyczny w tym sensie, że sędziowie wybierają swoje władze. Nie ma to niestety korzystne wpływu na jakość sądów w Polsce, która, nie tylko zdaniem moim, ale raczej powszechnym zdaniem, wyraźnie spada.

Sam odbiór i ocena poszczególnych wyroków jest rzeczą niezwykle subiektywną: sama konstrukcja rozstrzygania spraw w sądach jest taka, że mało kto jest zadowolony. Obie strony idą do sądu z przekonaniem, że mają rację, ostatecznie sprawę wygrywa tylko jedna ze stron.

Gdy mówię o problemach z jakością sądów, chodzi mi raczej o zjawiska obiektywne, mierzalne. Chodzi o nieprzygotowanie sędziów do rozpraw, chodzi o przewlekanie spraw w ramach ucieczki przed podjęciem decyzji. Chodzi o arogancki sposób traktowania stron, w sytuacji, gdy arogancja zwykle stanowi cover dla niekompetencji.

Najbardziej charakterystycznym przejawem kryzysu sądownictwa jest zupełnie niezwykła liczba spraw, w której sądy zamykają rozprawę po to, by następnie otworzyć ją na nowo w dacie wyznaczonej na ogłoszenie wyroku. Co stanowi prosty wyraz zwyczaju, zgodnie z którym dopiero po zamknięciu rozprawy sąd czyta akta sprawy.

Więc tu nie chodzi o merytoryczne zastrzeżenia, bo tu można zawsze być posądzonym o subiektywizm, choć sam standard orzekania, sama myśl prawnicza, oparta właściwie wyłącznie na prostym, formalistyczno-semantycznym stosowaniu przepisów jest tu odrębnym problemem. Chodzi mi o jakoś pracy, po ludzku, zwyczajnie rozumianą jakość pracy.

I na taką jakość pracy żaden petent sądów nie ma gdzie się poskarżyć. W sądownictwie nie działa żaden wewnętrzny mechanizm kontroli. Jest niezwykle trudny, lub wręcz niemożliwy do wdrożenia w systemie, w którym władza ma charakter samorządowy. Władza bowiem nie może być szczególnie krytycznie nastawiona w stosunku do pracy sędziów, bo w przeciwnym razie nie zostanie ponownie wybrana. Koło się domyka.

Tymczasem sądy, oprócz tak nerwowo za każdym razem podkreślanej niezawisłości, w 95 procentach swojej działalności są typowym urzędem wykonującym względnie powtarzalną pracę. Oczywiście, aranżacja czy też scenografia tego urzędu jest inna, chodzi bowiem o stworzeniem uczestników tego teatrum poczucia bycia ważnym, poczucia – że ma się równe szanse, że się można wygadać itp. Nie mniej jednak jest to w większości przypadków tylko i wyłącznie zewnętrzna postać, treść jest standardowa i powtarzalna, i nie ma powodu, by sprawiała ona nam wszystkim takie trudności.

W urzędach w Polsce jest także nie za dobrze, ale po pierwsze nikt nie udaje, że jest dobrze, a po drugie, zawsze jest do kogo się poskarżyć. I urzędnicy trochę się tego boją. A sędziowie nie boją się nikogo i wcale. I robią to, co im się tylko podoba.

Bo mają samorząd. 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry