O potrzebie doniosłości (w prawie stosowanym)

Gdy czytam literaturę prawniczą mam wrażenie, że prawnicy nie traktują dobrze siebie nawzajem. Nie doceniają autorytetów. Znajduje to symboliczny wyraz w sposobie powoływania poglądów innych prawników. Na ogół poglądy te powoływane są bezosobowo, trochę tak, jakby wszyscy byli tacy sami, jakby wśród tych, na których się powołują nie było, z jednej strony, pospolitych komentatorów, zbierających pracowicie myśli z orzeczeń sądów i prac innych autorów – i, obok tego, ludzi wybitnych, myślicieli, którzy ze swoją doniosłością znaleźli miejsce w prawie.

Może się czepiam, ale mam wrażenie, że sposób powoływania innych autorów, bez wymienienia choćby ich imienia, jest deprecjonujący. M. Allerhand, Z. Radwański, E. Łętowska, M. Safjan. A.Szpunar. Gdy przecież chodzi o myślicieli pierwszej klasy. Wskutek tego zabiegu mniej lub bardziej podświadomie dochodzi do zrównania wszystkich autorów, a przecież nie wszyscy mieli i mają tyle samo do powiedzenia.

Skracanie nazw do inicjałów podsumował kiedyś Julian Tuwim – odnosząc się do skrótu W-wa: kto zamiast ośmiu liter używa trzy, mam go za cztery, nie chcę W-wy.

Takem myślił, gdy czytając literaturę cywilistyczną trafiam na nazwisko Gerarda Bieńka, sędziego Sądu Najwyższego. I mam wrażenie, że takie postaci są jeszcze mniej doceniane, niż wybitni naukowcy-prawnicy.

Nigdy nie poznałem osobiście sędziego Gerarda Bieńka, kiedyś, dawno temu, byłem na jego wykładzie, ale skala jego aktywności zawodowej i wpływu na rozumienie prawa jest, jak pewnie w wielu przypadkach, niedoceniona. W ogóle mam wrażenie, że z tej naszej anegdotycznej już, narodowej zawiści, mamy bardzo ograniczoną skłonność do odnajdywania w innych ludziach doniosłości. Dążymy do banalnej i mało twórczej równości.

No może, gdy są rockmenami albo piłkarzami, to jeszcze. Ale gdy wykonują pracę umysłową, wydają wyroki, piszą książki – wówczas, jak sądzę, tak zwana publiczność sądzi, że właściwie każdy może to robić.

No tak, ktoś zawsze będzie wydawał wyroki, a większość książek w okładce wygląda dosyć podobnie. A przecież ich zawartość różni się skalą. I naszą, inteligentów, rolą jest te różnice znaleźć i dowartościować.

Gerard Bieniek w ogólności był niezwykle ciekawą postacią. Był, jak się kiedyś mówiło, autochtonem z Opolszczyzny. Syn Gertrudy i Wilhelma, urodzony w czasie wojny. Gdy czytam takie życiorysy zawsze fascynują mnie szczegóły ich dzieciństwa: polskie nazwisko, cała reszta niemiecka. Przecież w większości tacy ludzie w domu rodzinnym nie mieli do czynienia z językiem polskim.

Niestety w materiałach dotyczących Sędziego, w tym także w pięknych mowach pogrzebowych, nie doszukałem się tej fascynującej wiedzy takich ludzi, jak on, do polskości – cokolwiek by pod tym pojęciem nie rozumieć.

Będący niemal rówieśnikiem Bieńka, także nie żyjący już były wybitny piłkarz i drugi trener reprezentacji Polski w czasach jej wielkości, Bernard Blaut, miał na drugie imię Adolf. Rocznik 1942. Nie trzeba nadzwyczajnej inteligencji by ustalić, co jego rodzice mieli na uwadze, nadając mu to imię, którego potem już, i w sumie chyba do dzisiaj, zostało wymazane z kalendarzyka imion.

Gerard Bieniek został sędzią Sądu Najwyższego w 1986 roku, mając 45 lat i był nim przez 25 lat. Czyż to nie fascynująca i mądra kariera – mieć przez tyle lat wpływ na najważniejsze rozstrzygnięcia prawne w Polsce, opierając ów wpływ na sile własnego umysłu? Ileż doniosłych wyroków, książek, a jednocześnie – o czym można dowiedzieć się jedynie prywatnie – ileż odkrywczych, choć nieformalnie wyrażonych myśli i pomysłów prawniczych?

Wiedzą o Sędzim Bieńku to co, wiem, a przecież nie wiem dużo, myślę sobie, że cytując w kolejnej z setek książek prawniczych poglądy sędziego nie wolno, nie powinno się pisać: pogląd G:Bieńka, bo może wyjść na to, że chodzi tu o taki sam umysł i taką samą postać, jak wielu, wielu innych.

A ja myślę, że w takich przypadkach – chodzi o kogoś szczególnego. 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry