Inwazja świeżych płazów bezogonowych na pewnym osiedlu

Przyznaję, że całkiem długo nie rozumiałem zupełnie o co chodzi z tą ochroną konkurencji. Przyznaję, jestem wychowankiem systemu myślowego komunizmu, z czego wynika, że wolny rynek nie tylko uważałem za najlepszą rzecz na świecie, ale co więcej, wydawało mi się, że jakiekolwiek kontrolowanie gospodarki przez państwo to czysta zbrodnia.

W latach dziewięćdziesiątych działalność urzędu ochrony konkurencji kojarzyła mi się wyłącznie z ryzami zadrukowanych załączników do wniosku o zgodę na koncentrację, mam wrażenie, że nie tylko mnie ale i w ogóle nikogo nie interesowało, co tam jest napisane. Łączyliśmy kiedyś na przykład trzy firmy będące właścicielami tablic reklamowych, połączenie dawało im jakieś 30 proc. na rynku, ale nikogo to nie zaciekawiło. Natomiast firma przejmująca zajmowała się, ponadto, handlem zbożem i zbieraniem runa leśnego i to wymagało najszerszego udokumentowania.

To było dawno. Od tego czasu mam nowy, wymieniony mózg, wykrywający ograniczenia konkurencji z gorliwością neofity.

Więc tak: na moim osiedlu są trzy małe sklepy spożywcze i jeden większy. Te trzy małe to żabki, a ten większy to Fresh. Był jeszcze jeden mały sklep spożywczy ale upadł. Nie mam nic przeciwko żabkom i freshom, choć nie sposób nie zauważyć, że w tych sklepach personel jest często nierozgarnięty, a prawie zawsze smutny. Nie wiem czy tak musi budować się sukces w kapitalizmie, choć nie sposób nie docenić tej niezwykłej ekspansji.

Z punktu widzenia jednak rynku, jakim jest moje osiedle, żabko-freshe mają nie tyle pozycję dominującą, co monopolistyczną. Ze 300 metrów od granic osiedla jest Lidl, ale Lidl to co innego, Lidl jest ciekawszym sklepem niż żabko-freshe, ale jest dużym discountem, na który trzeba mieć czas.

Dodam, że najbliższy mały sklep na sąsiednim osiedlu, to jest oczywiście także żabka.

Zarządcom mojego osiedla w pewnym sensie się nie dziwię, bo dostali najlepszą ofertę wynajmu od żabko-fresha. Natomiast nie mam też wątpliwości, że mamy tu do czynienia z wąsko-rynkową pozycją hiperdominującą. Występującą w bardzo uciążliwej postaci.

Ze swojej strony wiele zrobić nie mogę – napisałem list do pana prezesa Mazgaja od Almy, bo podziwiam i uwielbiam Almę, Alma rzeczowo i pozytywnie odpisała, żebym się nie mazgaił, bo będą robili małe Almy Smart, ale to nie będzie już na moim osiedlu, obawiam się. Bo tu już nie ma miejsca na mały sklep. Zresztą, podejrzewam, że żabko-freshe mają tę właśnie siłę monopolu, która pozwala im płacić czynsz, jaki innym płacić trudno.

I właściwie – przy moim wyczuleniu na ograniczenia konkurencji – nie wiem co mam z tym fantem zrobić. Moim zdaniem, rzecz cała zadziała się i dzieje na etapie i w miejscu, w którym władzę ma tylko Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. A może i on nie.

Z tych przyczyn napisałem ten oto donos. Zbieżność użytych nazw z występującymi w rzeczywistości jest najzupełniej przypadkowa. 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry