Książki, ale za to do czytania

Już nie raz wyżywałem się na książkach prawniczych i ich autorach i jeszcze nie raz to zrobię. Kolejną inspiracją jest dla mnie czyszczenie kancelaryjnej biblioteki, która nie była przeglądana od dwunastu może lat, aż w końcu się zatkała.

Wyznaczyłem sobie samemu regulamin, zgodnie z którym prawniczą książkę która ma więcej niż 10 lat w większości wypadków można wyrzucić bez chwili wahania. W znakomitej większości dziedzin prawa czytanie , choćby tylko ad casu, książek starszych niż lat 10 jest obarczone wielkim ryzykiem nadziania się na poglądy nieobowiązujące, co w niektórych przypadkach może oznaczać – z uwzględnieniem skutków akcesji dla systemu prawnego – że obecnie jest odwrotnie, niż w książkach napisano.

Przy okazji zdałem sobie sprawę z tego, że gromadzenie książek prawniczych jest na ogół zupełnie bezsensowne i z tego powodu, że znaczna część komentarzy jest dostępna w Legalisie albo w Lexie, a jeżeli coś nie jest dostępne, to książkę taką można zamówić i za dwa dni będzie się ją miało.

Takie rozumowanie in extremis mogłoby doprowadzić do takiego mianowicie wniosku, że biblioteki w firmie prawniczej w ogóle nie trzeba mieć, bo tylko miejsce zajmuje.

Wniosek ten jednak nie jest do końca słuszny. Zdałem sobie z tego sprawę przeglądając bibliotekę i dochodząc do wniosku, że są co najmniej dwa rodzaje książek prawniczych. A może są dwa rodzaje wypowiedzi prawniczych. A może, wreszcie, są dwa rodzaje prawa.

Te dwa rodzaje wypowiedzi prawniczych wyglądają na pozór tak samo, ale w rzeczywistości chodzi w nich o co innego.

Pierwszy typ wypowiedzi prawniczych zajmuje się raportowaniem stanu prawa. Przytacza się przepisy, głosy doktryny, poglądy sądu i tak dalej. Takie książki są potrzebne wtedy gdy trzeba napisać opinię prawną i zastosować ją w interesie klienta. Takie książki jednak nie nadają się do niczego innego, no, może jeszcze do nauki na studiach. Ale już zwłaszcza książki takie nie nadają się do czytania. I takie książki, jak sądzę, mógłbym ze kancelaryjnej biblioteki wyganiać nie po dziesięciu latach. ale nawet po dwóch (Infantylna, wyniesiona z czasów Pe-er-elu  miłość do książek mi to utrudnia a niekiedy uniemożliwia, książka to książka, książka jest dobra, nawet, jeżeli jest niedobra).

Drugi typ wypowiedzi, to jest ta literatura prawnicza, której celem jest odkrycie lub ustalenie sensu tego wszystkiego, co się wiąże z prawem. Celem jest powiązanie przepisów i zdarzeń prawnych i ustalenie, czy chodzi o całkowicie przypadkowe zjawisko, miazmat i pastelozę, czy też, choćby nam się tak nie wydawało, mamy do czynienia z uporządkowanym ruchem elektronów.

Klasycznym dziełem tego rodzaju jest stary „System Prawa Cywilnego”, ten z lat siedemdziesiątych, niezwykłe dzieło (bo nie jestem całkiem pewien, czy takim dziełem jest zawsze nowy, beckowski system prywatny), takimi dziełami są prace Ohanowicza, Łętowskiej, Safjana czy jeszcze paru, ale naprawdę niewielu autorów.

Książki te, choć mają naukowe przypisy, ale założę się, że nie powstały przez ścibolenie streszczeń poszczególnych pozycji literatury, tylko powstały najpierw w głowach autorów, zostały napisane, pardon, spod palca, a potem dopisane zostały do nich przypisy. I wyglądają tak samo, jak te pierwsze.

W przeciwieństwie jednak do tych pierwszych, te drugie (jest ich mało), nadają się do czytania. 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry