Gloryfikacja (niezamierzona)

Od wczesnych lat mojej edukacji prawniczej najbardziej ze wszystkiego lubiłem czytać orzeczenia Sądu Najwyższego. Zabierałem takie lektury ze sobą na wakacje, różni ludzie patrzyli na mnie jak na wariata, że niby cały czas jestem w pracy. Ale to właśnie było dokładnie odwrotnie, orzecznictwo Sądu Najwyższego to nie jest praca, tylko lektura. Przyjemność, doznanie, satysfakcja.

Od tego czasu, z różną intensywnością, zalecam wszystkim młodym prawnikom edukację poprzez lekturę twórczości Sądu Najwyższego.

Literatury prawniczej jest, jak wiadomo, nieprzebrane morze. Są to prace zazwyczaj dramatycznie przegadane i bardzo często zupełnie teoretyczne. Kiedyś zrobiłem taki lekko perwersyjny eksperyment, że z treści 30 stron, przypadkowo wybranych, pewnego flagowego komentarza do kodeksu spółek handlowych wybrałem omawiane tam zagadnienia teoretyczne, dylematy, które w kodeksie tym profesura starała się rozwiązać. Wylistowałem około 25 problematów, które, gdy je opisać po ludzku, nie występowały w rzeczywistości nigdy, lub też prawie nigdy nie miały szansy wystąpić. Ta problematy chwilami wyglądały wręcz zabawnie, z uwagi na swoją żartobliwą wręcz sztuczność.

Natomiast orzeczenia Sądu Najwyższego nie dość, że są często rozprawkami prawniczymi, to jeszcze – co jest gwarantowane – dotyczą spraw, które zdarzyły się naprawdę i które od strony teoretycznej trzeba było praktycznie rozwiązać.

W orzeczenia tych jest nie tylko jasność rozumowania, ale też unikalna już w dzisiejszych czasach zwięzłość wypowiedzi. Bo teraz już nie tylko komercyjni prawnicy nie mogą napisać nic krótszego niż 30 stron, ale także sądy różnych instancji doszły do przekonania, że jak uzasadnienie nie jest duże, to znaczy że nie jest dobre. W tym szaleństwie Sąd Najwyższy – nie wiem, czy w sposób wewnętrznie uzgodniony czy na zasadzie dyscypliny intelektualnej znalazł pewną zupełnie szczególną formułę, która pozwala rozstrzygać sprawy nierzadko na kilku stronach, łącznie z opisem stanu faktycznego.

Ciekawe, że ten wzorzec nie staje się powszechnie akceptowany i stosowany. Bo przecież z każdej prawniczej pracy teoretycznej jak również z pism procesowych jasno wynika, że prawnicy czytają orzeczenia Sądu Najwyższego, ponieważ je powszechnie powołują. A mimo to – niewiele z tego wynika dla charakteru tych utworów, które sami z siebie wydają.

W przypadku uchwał natomiast bardzo często Sąd Najwyższy dokonuje pełnego przeglądu orzecznictwa, co już w ogóle oznacza, że z takich orzeczeń można dowiedzieć się wszystkiego, czego w praktyce prawnikowi potrzeba. Orzeczenia nie odnoszą się do literatury prawniczej, i słusznie, bo co do zasady literatura prawnicza powstaje nie tylko w oderwaniu od rzeczywistości ale i w oderwaniu od odpowiedzialności.

Moje adwokackie zaś doświadczenie z Sądem Najwyższym opisałbym przewrotnie w ten sposób, że ja nigdy przed Sądem Najwyższym sprawy nie przegrałem. U adwokata z pewnym dystansem do spraw poczucie przegranej wynika z poczucia niesłuszności rozstrzygnięcia lub co najmniej – wadliwości, niejasności uzasadnienia. Tymczasem, występując przed Sądem Najwyższym ja co najwyżej nie potrafiłem przekonać Sądu do swoich racji. I zwykle, po przeczytaniu uzasadnienia albo nawet i wcześniej doskonale wiedziałem, dlaczego Sąd rozstrzygnie sprawę na moją niekorzyść.

Ale to nie jest przegrana, to jest rozstrzygnięcie spornej kwestii, które zawsze jest lepsze dla jednej ze stron.

Ta moja refleksja na temat doniosłości Sądu Najwyższego, powiem szczerze, wydaje mi się tak oczywista, że aż mnie dziwi, że jej do tej pory nigdzie nie przeczytałem. Bo orzeczenia Sądu Najwyższego w poszczególnych przypadkach bywają krytykowane, i oczywiście jestem pewien, że sami sędziwie EsEnu z taką krytyką się liczą. Ale to jest krytyka z punktu widzenia odmiennych poglądów, zaś w przeciwieństwie do innych prawników Sąd Najwyższy nie wygłasza poglądów jedynie, tylko rozstrzyga poszczególne sprawy.

Nawiasem mówiąc – dziedziny prawa w Polsce można by podzielić w tej chwili na takie, które zostały opisane przez Sąd Najwyższy, i w takich dziedzinach jest względny porządek myślowy i decyzyjny, i takiej, jak choćby antymonopol czy różne praktyczne aspekty prawa handlowego czy też zobowiązań komercyjnych typu najem, w których, z przyczyn konstrukcji systemu, Sąd Najwyższy wypowiada się rzadko. I tam jest zwykle niezły bałagan pojęciowo-aksjologiczny.

Systemowy problem sądów polskich polega na tym, że sądy powszechne albo nie stosują wskazań Sądu Najwyższego, bo ich nie znają i nie czytają, albo czytają je opatrznie. Czytałem kilka uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego które nie tylko totalnie, ale i z jawną ironią opisywały sposób cytowania – bez sygnatur i  w oderwaniu od kontekstu – Sądu Najwyższego przez sądy powszechne. Taka lektura jest budująca – zawsze taka jest, gdy mądre rzeczy napisane są prostym, zrozumiałym słowem.

Prawdę mówiąc, życie prawnika doradcy jest w obecnych czasach niezbyt łatwe, przy czym głównym problemem jest niepewność co do stanu prawnego. Czasami można odnieść wrażenie, że każdy może uważać wszystko i sądy powszechne są skłonne, aby w pewnych okolicznościach zaakceptować każdy pogląd. Nie chcę się znęcać nad sądami, ale, jak to się nieco banalnie mówi, każdy kto ma wiedzieć, ten wie jak jest.

Z tej przyczyny też Sąd Najwyższy jest stawiany w sytuacji – z której, jak sądzę, doskonale zdaje sobie sprawę – że oczekiwana jest od niego daleko idąca jednoznaczność poglądów. Oczywiście, każde stanowisko Sądu Najwyższego winno być czytane w kontekście, jednakże prawdą też jest i to, że poszczególne poglądy prawne nabierają samoistnego znaczenia, ponieważ nie są związane z kontekstem.

Dlatego w przypadku orzeczenie Sądu Najwyższego bardzo swoistego znaczenia nabiera sam dobór spraw do rozstrzygnięcia. Jest to, w szerszej perspektywie, oczywiste: wszyscy jako tako rozsądni prawnicy w Polsce oczekują od Sądu Najwyższego tego właśnie, by narzucał swoje poglądy, bo jest właściwie jedyna szansa na podwyższenie jakości orzekania. Z tej perspektywy patrząc, szczerze mówiąc, często mam wrażenie, że nie jest aż tak istotne za którym z kontrowersyjnych poglądów Sąd Najwyższy się opowie, byle tylko to zrobił i dobrze to uzasadnił.

Ale o to, że dobrze uzasadni – o to jestem spokojny.

 

 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry