System na rezerwie

Z przyczyn pozazawodowych od blisko trzech lat regularnie odwiedzam areszt i zakład karny. Jest to rzeczywistość schowana i ukrywana przed opinią publiczną, lub, lepiej może powiedzieć, że opinia publiczna sama woli raczej nie wiedzieć, co się w aresztach i więzieniach dzieje.

Tu przejawia się taki charakterystyczny motyw niedawno wzbogaconych społeczeństw, którym się wydaje, że świat w pobliżu nas który jest odpowiednio ładnie pomalowany to znaczy, że taki jest cały świat. Odpychanie istotnych problemów społecznych i państwowych wydaje się być względnie trwałą cechą polskiej opinii publicznej, która poprawia sobie samopoczucie poprzez ignorowanie problemu.

W Polsce pozbawionych wolności jest 20 tysięcy więcej osób, niż w Niemczech które, jak wiadomo, liczbą dwa razy więcej ludności niż Polska. Co gorsza, liczba osób pozbawionych wolności nie ma w najmniejszym stopniu tendencji spadkowej. Paweł Moczydłowski, mój dobry kolega, największy reformator polskiego więziennictwa po 1989 roku przedstawił mi ostatnio sugestywny wywód, że z uwagi na liczbę osób z odroczeniem odbywania kary pozbawienia wolności w rzeczywistości polski system więziennictwa jest już w tej chwili całkowicie niewydolny, zaś w rzeczywistości mamy do czynienia z rolowaniem problemu, co oznacza, że niedługo przybierze on postać krytyczną w sensie przeludnienia zakładów karnych i konieczności faktycznego niewykonywania kar. Cokolwiek by nie powiedzieć o opresyjnej surowości polskiego systemu – niewykonywanie prawomocnie orzeczonych kar jest dramatem każdego systemu prawnego.

Tego jednak tak zwana opinia publiczna też wolałaby nie wiedzieć. Podobnie jak politycy, którzy wolą w takim przypadku schować głowę jak najgłębiej w piasek.

Regularna obecność w aresztach tymczasowych przez trzy lata jest w sumie rzadkim doświadczeniem, nawet jak na adwokata. Z tej przyczyny czuję się upoważniony do refleksji nad stanem więziennictwa.

Jest to bardzo szczególny świat.

Przede wszystkim, jest to rzeczywistość – mówię tu głównie o pracownikach służby więziennej, bo z nimi mam przede wszystkim do czynienia – niezwykle sformalizowana. Nawet ktoś, kto jest legalistą z natury nauczył się w Polsce żyć i funkcjonować z wielką liczbą różnych nieformalności, przymykania oczu na brak pieczątki czy pomyłki w datach. W służbie więziennej nic takiego nie ma miejsca i pod tym względem jest to jednak miejsce w Polsce wyjątkowe.

Ktoś, kto przychodzi tam ze świata przepełnionego nieformalnościami może nawet na początku denerwować się tą sztywnością, pisaniem podań w każdej sprawie, koniecznością wypełnienia procedury od początku do końca. Ale gdy już się o tym wiem, to znaczy – gdy już się wie dobrze, z czym się trzeba liczyć, w pewnym sensie taka jasność systemu jest źródłem spokoju, jasności i pewności.

Naprawdę nie wiem  z czego to wynika, czy jest to wynik lobby pro-sądowego, czy też cały czas obecnego w stosunku polityków do więzień przeświadczenia, że to i tak jest dziedzina „stracona”, by tak rzec, która musi być ale która jest naznaczona złem i tym samym wstydliwa dla naszego jakże pięknie rozwijającego się Kraju.

To oczywiście przychodzi mi na myśl, że więziennictwo jest właściwie jedynym realnym zakresem działalności Ministerstwa Sprawiedliwości, bo przecież prokuratura i sądy są wyprowadzone poza strukturę Ministerstwa (z czego zresztą wynika, że robią to, na co mają ochotę).

Po drugie – jest to bardzo uboga rzeczywistość, nawet jak na sferę budżetową a może zwłaszcza, w tych czasach, jak na sferę budżetową. Pracownicy służby więziennej zarabiają bardzo mało, zwłaszcza w porównaniu z prokuratorami i sędziami, co niekiedy wychodzi na jaw, w postaci stosunków więzienników do decyzji sędziowskich i prokuratorskich.

Niedostatek jest jednak najbardziej widoczny w stanie infrastruktury. Areszty i więzienia są po prostu bardzo stare i zniszczone. Nie chcę powiedzieć – zaniedbane, bo to by znaczyło, że nie dba się o nie na bieżąco, co akurat byłoby niezgodne z prawdą, bo moim zdaniem ta zniszczona infrastruktura jest zadbana. Ale – niewiele jej pomoże.

No i wreszcie, zwłaszcza jak na te trudne warunki, jest to porządnie funkcjonująca rzeczywistość i przyzwoita służba. W aresztach i więzieniach ludzie bardzo dużo i bardzo ciężko pracują. Są to w większości ludzie kompetentni i przyzwoicie wykształceni. W każdym razie jest tu nieporównanie mniej nadużyć względem zasad kultury, reguł kompetencji czy po prostu znacznie mnie bylejakości, niż w prokuraturach i sądach, w których poczucie wyższości, arogancji i bezkarności jest w wielu przypadkach wszechobecne.

Ciekaw jestem, czy ktoś ten względne przecież standardy bada i czy moje zdanie w tej sprawie jest subiektywnie nieprawdziwe? No, moim zdaniem albo sformalizowanie relacji, albo hermetyczność funkcjonowania, albo swoiste przeświadczenie o konieczności zachowania dyscypliny wobec generalnych zagrożeń – albo te wszystkie okoliczności razem powodują, że całkowicie zaniedbany przez polityków, społeczeństwo i Pana Boga system więzienno-aresztowy wygląda w Polsce lepiej, niż powinien.

Czy na długo temu systemowi starczy rezerw przyzwoitości, z których korzysta, boję się myśleć.

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry