Zmowa czyli going down

Osobiście uważam, że w polskim systemie ścigania i wymiaru sprawiedliwości została zawiązana swoista zmowa pomiędzy policją, prokuraturą oraz sądami. Ta zmowa jest zawiązana nawet, w pewnym sensie, w dobrej wierze, choć i tak jest bardzo szkodliwa. Ponieważ interpretację tego, co słuszne, oddaje w ręce i głowy jednostek i znosi gwarancje systemowe w tej sprawie.

Sens tej zmowy polega na tym, że sądy nie kwestionują zasadniczych błędów czy nieudolności policji i prokuratury w zakresie zbierania dowodów ponieważ wiedzą, że gdyby podeszły do tej sprawy poważnie i zgodnie z przepisami, to nie skazałyby bardzo wielu osób, które wedle własnego przekonania uważają za przestępców (już kiedyś pisałem, że domniemanie niewinności to w gruncie rzeczy jeden wielki gniot cywilizacyjny, humbug i ściema).

Czyli – sądy akceptują właściwie wszystko, co choćby formalnie zbliża się postacią do dowodów, zdając sobie sprawę z nieudolności i niewydolności pracy policji i prokuratury. W skutek czego policja i prokuratura prowdzi postępowania byle jak, ponieważ liczy - i słusznie - na zrozumienie sądów, które akceptując (dla obrony społeczeństwa przed przestępcami, ma się rozumieć) zaniżone standardy same swoje standardy stale zaniżają. 

Jest to rodzaj błędnego koła, skutki któreg ukrywają się za ciemną liczbą wadliwych czy też całkowicie niesprawiedliwych wyroków. 

Ciekaw jestem, naprawdę jestem ciekaw, jak to będzie wyglądało po 1 lipca 2015 roku, ale obawiam się, że tak naprawdę nic istotnego się nie zmieni. Ponieważ sądy nauczyły się tak wielkiego przyzwolenia dla pracy policji i prokuratury – że w tym przyzwoleniu mieści się wszystko. To końcowo prowadzi do dramatycznego zaniżania standardów w orzekaniu sądów karnych czyli do skazywania na zasadzie, że sąd tak uważa.

I myliłby się ten, kto by sądził, że jakiekolwiek znaczenie ma tu kontrola instancyjna, zwłaszcza między sądem rejonowy i okręgowym, ponieważ sądy rejonowe i tak są na ogół lepszymi sądami, niż wydziały odwoławcze sądów okręgowych. Więc jak coś klepnie sąd rejonowy to i w okręgowym to przechodzi.

To permanentne zaniżanie standardów w zakresie oceny dowodów niestety otrzymuje wsparcie od tak zwanego ustawodawcy który też zachowuje się trochę tak, jakby wiedział, że cały ten system działa na zasadzie „mniej więcej”.

Kapitalnym przykładem jest sposób przeprowadzania okazań, który są uważane w postępowaniu karnym za bardzo ważny dowód. W sprawie okazań jest specjalne rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości, które przewiduje różne warunki których zaistnienie powoduje, że okazanie jest zgodne z prawem.

Nie trzeba dodawać, że warunki właściwie nigdy nie są spełniane. Żeby to zatuszować ustawodawca nie wprowadził obowiązku filmowania okazania. W czasach, gdy rejestracji podlega znaczna część rozpraw sądowy i miliony innych, błahych zdarzeń tak ważna czynność jak okazanie nie podlega obowiązkowemu zapisowi video.

Powód takie rozwiązania jest, moim zdaniem perwersyjnie prosty – po prostu ustawodawca wie, że rejestracja okazań ujawniłaby wprost, że w większości przypadków jawnie naruszają one warunki przewidziane przepisami.

W sprawie Jacka uczestniczyliśmy w takim okazaniu: amatorzy filmów amerykańskich, gdzie często pokazuje się okazanie w toku postępowań nie domyśliliby się, że chodzi o taką samą czynność. W ścianie między dwoma pokojami, w których na stałe pracuje po dwóch policjantów komendy stołeczne policji – jest dziura, w tej dziurze lustro weneckie o rozmiarach powiedzmy, pół metra na pół metra. Świadek, który ma rozpoznać stoi gdzieś między biurkami w jednymi pokoiku, podczas gdy gęsto stłoczonych czterech ludzi okazywanych stoi w drugim pokoiku. Gdyby nie wyglądało to tragicznie to być może nawet byłoby to zabawne.

Tak byle jakie warunki oczywiście tylko i wyłącznie utrudniają zadanie, głównym problemem jest oczywiście to, że wymogi rozporządzenia nie zmuszają do troski o szczegóły.

Ale najgorsze w tym wszystkim jest to pokrywające całe postępowanie karne przekonanie, że i tak prokurator takie okazanie zaakceptuje a sąd, w przekonaniu, że się nie da inaczej skazywać przestępców nie podważy nawet najbardziej oczywistych uchybień. W sprawie Jacka uchybienia te opisała pani profesor Ewa Gruza, najwybitniejsza polska specjalistka od okazań. I sądy obu instancji w najmniejszym stopniu tymi uchybieniami się nie przejęły.

W ten sposób oto wszyscy zbiorowo, jako konsumenci i ofiary wymiaru sprawiedliwości możemy powtórzyć za Burce’m Sprinsteenem: we are going down, down, down, down.

Cywilizacyjnie, znaczy się. 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry