Czy sądy reprezentują gazetę "Fakt" i temu podobne rozważania

Gdy ponad ćwierć wieku temu odbywałem aplikację adwokacką w Płońsku, pozostawałem w bardzo bliskich relacjach towarzyskich z kilkorgiem sędziów. Wspominam te czasy z ogromnym sentymentem nie tylko dlatego, że byłem młody (w ogóle nie przeszkadza mi bycie o wiele starszym), ale przede wszystkim dlatego, że było to zupełnie nowe dla mnie, odkrywcze doświadczenie – zarówno Płońsk jak też relacje z moimi równieśnikami z młodego, niezwykle ambitnego środowiska prawniczego.

Stosunki z sędziami orzekającymi w sprawach karnych – w niedużym sądzie zdarzało się to właściwie wszystkim sędziom – przekonały mnie, co to jest tak zwany sądowy wymiar kary. Otóż większość przestępstw jest niezwykle typowa i powtarzalna, tak pod względem przedmiotowym jak i podmiotowym – stąd też większość kar było najzupełniej przewidywalny. Przy niedużej kradzieży na przykład moi zaprzyjaźnieni sędziowie mówili – "rok na dwa" i było wszystko wiadomo. Znaczy się rok z zawieszeniem na dwa lata.

Choć sędziowie są z definicji niezawiśli to przecież rozpiętość kar przewidywanych za poszczególne przestępstwa jest absurdalnie rozległa. Żadne poczucie sprawiedliwości nie wytrzyma sytuacji, w której człowiek winny nie wie, czy zostanie skazany na rok więzienia, i to z zawieszeniem, czy też na dziesięć lat i bez zawieszenia. Swoboda orzekania, jaką zapewnia sędziom kodeks karny w skrajnych przypadkach może stać się polem nieograniczonego subiektywizmu czy też po prostu wyrazem zwykłych uprzedzeń.

W sprawie mojego syna Jacka Sąd Rejonowy uznał go za winnego podpalenia łącznie 11 samochodów skazał Jacka na karę pięciu lat pozbawienia wolności, zaś Sąd Okręgowych wyrok ten utrzymał. Poświęcę jeszcze kilka moich tekstów dla wykazania, dlaczego wyrok ten uważam nie tyle za surowy – co uważam go wprost za rodzaj vendetty realizowanej w imieniu tak zwanego społeczeństwa. Tym razem chcę jednak odnieść się do kwestii cokolwiek szczegółowej.

W moim wystąpieniu przed sądem wskazałem, że surowość kary wymierzonej przez sąd pierwszej instancji nie znajduje jakiegokolwiek oparcia w statystykach karania za tego rodzaju przestępstwa. Wygłosiłem więc tezę, że wyrok ten jest następstwem medialnie warunkowanej tezy o szczególnej demoralizacji mojego Syna. (Gdy Sąd Rejonowy początkowo nie zastosował aresztu doniosły, medialny wielce, uczony, profesor Kruszyński, nie znając sprawy i wychodząc naprzeciw krwiożerczym zachciankom tak zwanego ludu nawoływał do aresztowania słowami: „Musiałby chyba zabić, żeby go aresztowali”).

W odpowiedzi na moje oracje pani prokurator zaoferowała tezę, że to jest wszystko w porządku, bo sąd stanowi wyraz poglądów społeczeństwa – czy jakoś tak.

Jest to pozornie jedynie teza prosta, by nie powiedzieć banalna – w rzeczywistości jest to pogląd niezwykle groźny dla praworządności.

Sąd, być może, mógłby być uznany za upoważnionego przedstawiciela społeczeństwa i wyrażać owego społeczeństwa poglądy pod warunkiem, że byłyby to poglądy uśrednione, lub choćby statystycznie reprezentatywne.

Tymczasem – ostatnią rzeczą, jaką można powiedzieć – tak jest przynajmniej w Polsce – o mediach to powiedzieć, że reprezentują one reprezentatywne poglądy społeczeństwa.

Ja w ogóle mam poważne wątpliwości, czy media reprezentują jakiekolwiek poglądy. Media szukają sensacji, która daje się sprzedać – ostatnia rzecz, jakiej poszukują i jaką chcą wyrażać, to prawda czy też zrozumienie sytuacji i spraw, docieranie do istoty rzeczy.

Powierzchowność w obecnych czasach jest cechą definicyjną masowych mediów.

Na rozprawach w sprawie Jacka, podczas których wałkowany był materiał dowodowy, w którym fakty w żaden sensowny sposób nie dały się powiązań jedne z drugimi nie zjawiał się miesiącami ani jeden dziennikarz. Na ogłoszenie wyroku natomiast przyszedł cały tłum dziennikarzy, zaś z pytań, jakie zadawali wynikało jasno, że nie mają oni  najmniejszego pojęcia na temat sprawy, jej przebiegu i złożonych okoliczności.

Co oznacza, że tak przygotowani i tak znający sprawę dziennikarze nie mogą wyrażać jakichkolwiek poglądów, którymi powinien się kierować jakikolwiek sąd w Polsce, ponieważ odwoływanie się do takich poglądów prowadzić będzie tylko i jedynie do wydawania wyroków niekompetentnych i populistycznych,

Ja nawet nie jestem pewien, czy opinia publiczna w Polsce rzeczywiście jest krwiożercza i czy domaga się surowego karania za byle przestępstwo – a przecież faktem jest, że jak na kraj aspirujący do pewnej roli cywilizacyjnej polski wymiar sprawiedliwości jest niezwykle surowy. Ta krwiożerczość to w moim przekonaniu refleks poglądów „Faktu”, „Superekspresu” i tego rodzaju mediów, które w rzeczywistości żadnych poglądów nie mają, lecz zachęcają do postaw formalnie i rytualnie wprawdzie, ale radykalnych i potępiających, gdyż takie postawy pozwalają na łatwiejszą identyfikację i łatwiej do nich dotrzeć prostym komunikatem. Bo poglądem, że „sprawa jest  złożona”, przekonać szeroką gawiedź jest bardzo trudno.

Może jest jednak tak, że sędziom wydaje się, że powinni karać surowo, bo tak chce opinia, w sytuacji kiedy tu nie chodzi wcale o opinię, tylko o parą mediów o dużym nakładzie i oglądalności.

Więc takie pseudoradykalne media adresują się do pseudoradykalnej, czyli wyraźnie zdefiniowanej widowni. Czyli poglądy domagające się surowego karania są w ten sposób zawsze bardziej widoczne i jest ich jakby więcej.

Co to ma jednak wspólnego z opinią publiczną, rozumianą metodologicznie i naukowo, i czy takie poglądy mają być następnie wyrażane przez sądy? No, to odpowiedzmy sobie na pytanie, czy chcemy mieć sądy, które wyrażają społeczną i etyczną świadomość „Faktu” i jego widowni?

Ja bym nie chciał.

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry