Opinie profesorów jako zagrożenie dla prawdy i prawa

Podczas blisko trzech lat postępowań karnych prowadzonych wobec mojego syna Jacka zebrałem unikalne, jak sądzę, doświadczenia, na temat funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwości. Oczywiście – one są unikalne w pewnym tylko sensie – otóż jestem adwokatem z 25-letnim doświadczeniem, ale prawem karnym zajmowałem się ostatnio na aplikacji w Płońsku, w latach osiemdziesiątych. Mam więc odkrywcze, naiwne spojrzenie na proces karny, na prokuraturę i sądy – takie spojrzenie, które specjaliści od prawa karnego gubią po drodze, bo muszą w warunkach tego pełnego ułomności świata żyć.

Naiwność to świeże spojrzenie.

Szokiem pierwszym w kolejce jest zamknięcie sądów karnych na wiedzę. Tak zwane prywatne opinie, składane przez adwokatów są z punktu wywalane do śmieci.

W sprawie mojego syna Jacka złożyłem trzy wysoce kompetentne opinie na tematy istotne dla orzekania. Dwie opinie napisane były przez profesorów prawa, jedna – przez doktora pożarnictwa. Owi profesorowie prawa to według mojego rozeznania jedni najwybitniejszych specjalistów w swoich dziedzinach, pani pożarnik – to też doktor i brygadier.

W uzasadnieniu wyroku wydanego w sprawie mojego Syna ani sędzia przewodniczący w Sądzie Rejonowym ani sędzia referent w Sądzie Okręgowym ani jednym słowem nie odnieśli się do tych wyrafinowanych, intelektualnie dojrzałych opinii. Tak, jakby ich nie było.

Powody które sądy karne wymieniają odrzucając z obrzydzeniem prywatne opinii wybitnych intelektualistów dadzą się streścić, jak rytualne, delikatnie ujmując – a ściśle: według zasady idem per idem. Sąd mówią – opinii prywatnej sąd nie uwzględnił, albowiem jest prywatna.

Może tak w prawie karnym jest i może tak ma być, chociaż pojąć nie mogę, co uzasadnia takie zamknięcie na nową wiedzę, unikalną kompetencję? To ostentacyjne lekceważenie zaplecza poznawczego opiera się, świadomie lub nie, na założeniu, albo – założenie takie wspiera – że prywatna opinia powstaje za pieniądze i, że jej treść jest określona przez zleceniodawcę.

Pogląd taki pełni rolę samospełniającej się przepowiedni. Przyjmowane przez sądy założenie – w istocie rzeczy – o tym, że najwybitniejsi uczeni są po prostu i zwyczajnie przekupni i, że wydają takie opinie, jakie się od nich kupi prowadzi do utrwalenia w społecznym odczuciu takiego właśnie przeświadczenia: że nie ma żadnych autorytetów, że nie ma żadnej prawdziwej wiedzy, że wszystko jest względne. W następnym kroku wniosek jest już taki: decyduje ten kto ma siłę i władzę, a to, czy wie to, czego może się dowiedzieć – nie ma najmniejszego znaczenia.

Zarazem – to odrzucenie opinii zewnętrznych intelektualistów stanowi swoisty wyraz przeświadczenia sądu, o jego własnej, niezachwianej potencji umysłowej, niepodatnej na takie sprzedajne opinie mądrali z profesorskimi tytułami.

Czy przy takim podejściu do źródeł wiedzy sądy staną się lepsze – oto zagadka dla wszystkich, którzy któregoś dnia mogą stać się oskarżonymi. Czyli – dla Was wszystkich, moi drodzy.

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry