Wyznanie człowieka dotkniętego kryzysem wartości

Dzisiaj będzie o polityce, choć staram się o polityce nie pisać, bo się nie znam za bardzo.

Wygląda na to, że będą jakieś wybory prezydenta w Warszawie. I ja nie wiem czy mam głosować na panią Gronkiewicz-Waltz, czy nie. W ogóle nic nie wiem i z całą tą demokracją to ja się czuję zupełnie zagubiony.

Ja upadł komunizm to przyrzekałem sobie, że będą chodził na każde wybory, bo wybory to najlepsza rzecz, jaka może nas spoktać. I awanturowałem się z każdym, kto narzekał na polityków i załatwiałem takich osobników jednym pytaniem-sztychem: a była Pani/Pan na wyborach? Ze niby jak nie głosujesz, to nie masz prawa narzekać.

A ja teraz naprawdę nie mam pojęcia, czy pani Gronkiewicz jest dobrym prezydentem. Tak, jak nie miałem pojęcia czy dobrym prezydentem był Święcicki, Piskorski czy Lech Kaczyński. To znaczy – wtedy wydawało mi się, że wiem, ale teraz – nie mam pojęcia. Każda metodologiczna przymiarka do racjonalnego wyboru polityka takiego, jak prezydent miasta natrafia na kilka całkowicie niewykonalnych testów:

Pierwszy polega na odpowiedzi na pytanie – a ten prezydent, co jest teraz do jest dobry prezydent? No, ale w stosunku do czego jest dobry? Najlepiej byłoby sprawdzić, czy wykorzystał możliwości? Środki jakie ma miasto? Czy można to było zrobić lepiej? Ale skąd, do diabła, ja mam to właściwie wiedzieć?

Drugi test polega na˛odpowiedzi na pytanie – czy ten pan co na plakacie mówi, że zrobi to lepiej niż. p. Hania – to czy on to naprawdę zrobi lepiej? Niby jak ja mam to sprawdzić? To, że nie był prezydentem to jest jakby nie jego wina, ale ja przecież nie jestem w stanie sprawdzić sensownie – tych innych dziedzin jego działalności. Zarządzanie takim miastem, to wielkie przedsięwzięcie, i nie chciałbym, żeby ktoś się zabierał do tego na zasadzie: ciekawe czy się sprawdzę?

Naprawdę, trudno w tym warunkach o prawdziwie uczestniczącą demokrację. Bez niczyjej urazy – ale to jest polityka urzędników, to jest polityka, która nie przyciąga i nie kreuje postaci wybitnych. Ja bym chętnie zagłosował na wybitnego uczonego, wybitnego – choćby - dziennikarza, albo wybitnego biznesmena, takiego, który zrobił prawdziwe pieniądze na wymyślaniu rzeczy i kierowaniu ludźmi. Ja bym chętnie nie kierował się tym, czy ktoś jest z jakiejś partii, ale tym, czy ktoś jest doniosły, czy może mnie porwać, coś odmienić wokół mnie, w Warszawie, w ludziach? Mógłby to być nawet – doniosły polityk, jeżeli taki by bezspornie istniał, i był doniosły.

Zeby była jasność - to nie jest, jeżeli już mówimy o winie, wina polityków, tylko co najwyżej wina nas wszystkich, jako zbiorowości. Pamiętam, jakie były awantury, gdy prof. Woźniakowski był prezydentem w Krakowie. A teraz - mają Majchrowskiego, niby też profesor ale z innego, by tak rzec, firmamentu, i jakoś z tym żyją.

Ale skąd takich wziąć? Na szczeblu krajowym wcale nie jest lepiej, ale tu są jakieś partie i to się jakoś tłumaczy. Ale na szczeblu lokalnym – co mnie właściwie obchodzą partie? (byłem funkcyjnym działaczem Unii Wolności przez lat 10 albo więcej, i wiem, że to wszystko razem ma sensu).

Więc z jednej strony trochę sobie żartuję, sam z siebie, że nie wiem o co chodzi. Ale z drugiej strony myślę po prostu, że to jest nie taka demokracja, jaka miała być. Ze to nie jest demokracja która ma prowadzić do wielkości, ale raczej taka demokracja, której głównym celem jest bycie, trwanie. I nic więcej.

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry