Dożywotni areszt tymczasowy

 

 

Areszt tymczasowy jest, jak wiadomo, tymczasowy.

Mało kto wie, a właściwie – nawet jeżeli wie, to i tak się tym nie ma powodu przejmować – że zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami okres tymczasowego aresztowania trwa w zasadzie trzy miesiące.

Brzmi to oczywiście jak żart, ponieważ mało który areszt w Polsce naprawdę trwa trzy miesiące.

Przepis kpk dotyczący przedłużenia tymczasowego aresztowania brzmi mianowicie tak (art. 263 § 1 i 2) :

§ 1. W postępowaniu przygotowawczym sąd, stosując tymczasowe aresztowanie, oznacza jego termin na okres nie dłuższy niż 3 miesiące.

§ 2. Jeżeli ze względu na szczególne okoliczności sprawy nie można było ukończyć postępowania przygotowawczego w terminie określonym w § 1, na wniosek prokuratora, sąd pierwszej instancji właściwy do rozpoznania sprawy, gdy zachodzi tego potrzeba, może przedłużyć tymczasowe aresztowanie na okres, który łącznie nie może przekroczyć 12 miesięcy.

Przeczytajmy uważnie ten przepis: areszt przedłuża się powyżej trzech miesięcy jedynie, jeżeli ze względu na szczególne okoliczności sprawy nie można było ukończyć postępowania w ciągu trzech miesięcy.

Może trzeba przeczytać jeszcze raz? Szczególne okoliczności. Nie takie zwykłe, o nie. Szczególne.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego jest napisane, że niewydolność organów ścigania nie stanowi takiej szczególnej okoliczności. Teza nie jest może nadzwyczaj odkrywcza, ale tak, na wszelki wypadek.

Dla mnie ten przepis jest świadectwem dwóch rzeczy:

1)      Idealizmu ustawodawcy z 1997 roku – na poziomie graniczącym jawnie z szaleństwem.

2)      Druzgocącej niewydolności prokuratury, która do zrozumienia tego przepisu nawet przybliżyć się nie zdołała, nie mówiąc o jego wdrożeniu.

Śledzenie przepisów martwych, demoralizujących powszechne rozumienie prawa, jest posłannictwem życiowym niżej podpisanego.

Ten tutaj, ponieważ dotyczy wolności człowieka, należy do grupy absolutnie topowych osiągnięć, w zakresie gwałcenia prawa.

Powołanie się w polskich sądach na ten przepis naraża obrońcę na śmieszność. Za stołem sędziowskim siedzą sędziowie, w togach, a ten w środku z łańcuchem, wyglądają bardzo poważnie. Gdy obrońca powołuje się na ten przepis o szczególnych okolicznościach – prokuratura nawet nie stara się w tej sprawie argumentować – nie śmieją się, nie dlatego, że im nie wypada, tylko dlatego, że mają obrońcę za idiotę. I ubolewają nad nim.

Już lepiej taki przepis wyrzucić do kosza, zapomnieć, potraktować jako błąd czasów cywilizacyjnego zaślepienia i pro-kryminalistycznej naiwności, niż robić z nim to, co się faktycznie w polskich prokuraturach robi.

Ciekawe, kiedy ktoś się na to wreszcie zdobędzie. 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry