Polska, wrzesień 2014 czyli nowe beemki w trosce o prawa człowieka

Moim zdaniem organizacji międzynarodowych czy też unijnych zajmujących się troskliwie ochroną praw człowieka jest co najmniej kilka. Jedna z nich pod skrótem ODIHR jest niedaleko biura Kancelarii, w której pracuję. Zajmują oni wyremontowany pałac który wygląda na taki, w których są pozłacane klamki. W ramach ochrony własnych praw człowieka organizacja ta wyłączyła kilka miejsc na zatłoczonej ulicy dla swojego wyłącznego użytku (nie jestem pewien, czy to nie narusza moich praw człowieka). Na te oraz inne miejsca podjeżdżają nowe beemeki z których wysiadają młodzi ludzie w garniturach za 3 albo pięć tysięcy.

Słowem na bogato, jak to się kiedyś mówiło.

Jak na nich patrzę to się zastanawiam, których praw człowieka oni w Polsce pilnują i czym się zajmują na co dzień? Powszechne przekonanie, że „sprawy mamy załatwione” jest całkowicie błędne, choć nie jestem przekonany, czy ci panowie (oraz panie) z tych nowych beemek robią cokolwiek w sprawach, które są do załatwienia.

Na wszelki wypadek podsuwam jeden nieduży projekcik: otóż rozpowszechnionym w polskich prokuraturach i sądach zwyczajem jest wydawanie zgód na widzenie obrońcy z tymczasowo aresztowanym.

Zwyczaj ten nie ma żadnego oparcia w przepisie. To znaczy – każda zgoda wydawana adwokatowi na widzenie z aresztowanym jest przejawem nielegalnego działania władz i to ni mniej nie więcej tylko w odniesieniu do praw człowieka.

To znaczy jest pewien przepis na poziom regulaminu stosowania aresztu, ale przepis ten nie ma żadnego oparcia ani w kodeks postępowania ani w kodeksie karnym wykonawczym.-

Sądy i prokuratury czasem powołują jako podstawę wydania zgody art. 215 kkw, czasem art. 217 kkw – żaden nie wspomina ani słowem o prawie ograniczania dostępu obrońcy do tymczasowo aresztowanego.

Sąd Okręgowy w Warszawie w wyniku wielu zabiegów jednego z bardziej ideowych adwokatów (adw. Gromelski) regularnym oficjalnym pismem przyznał, że art. 217 kkw nie stanowi podstawy do wydawania zgody na widzenie dla adwokata.

Sąd ten nie wykonał kroku następnego – który wykonać sądowi jest oczywiście niełatwo – że takie podstawy nie stanowi ani ten przepis, ani żaden inny. Podstawy takiej po prostu nie ma.

Przyjęcie natomiast, że tak zwany organ dysponujący wydaje zgodę na widzenie musiałoby oznaczać, że podejmuje on w tej mierze decyzję – ergo, może nie wydać zgody na widzenie, jeżeli uzna, że tak właśnie należy.

Pewien przyjemny prokurator Prokuratury Śródmieście w Warszawie tak właśnie traktował wydawane mi zgody: wydawał je po 20 albo 30 dniach od wniosku a następnie, określał w jakich warunkach (czyli w tym przypadku przez szybę) takie widzenie może się odbyć.

Dany prokurator przeprowadził właśnie dowód na okoliczność, dlaczego przyjęta praktyka stanowi zagrożenie dla prawa do obrony, czyli – dla jednego z elementarnych praw człowieka.

W całym cywilizowanym świecie obrońca spotyka się z tymczasowo aresztowanym kiedy chce, w oparciu o legitymację adwokacką lub podobne potwierdzenie statusu (wiem, bo spotykałem się z aresztowanymi i w Austrii i w Niemczech). Jakiekolwiek wprowadzenie w tej mierze dyskrecjonalności organu jest nie do przyjęcia – ponieważ rozwiązania tego rodzaju mają charakter gwarancyjny dla całego systemu.

Ciekawe, czy ci dobrze ubrani urzędnicy w nowych beemkach czasem zajmują się tak pospolitą kwestią, jak powszechne stosowanie bezprawnej praktyki w stosunku do osób pozbawionych wolności?

Dla przypomnienia, jesteśmy w Polsce, wrzesień, 2014.

 

 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry