Toruń - miasto bezprawia

Jedną z najbardziej przygnębiających, powszechnych cech systemu stosowania prawa w Polsce jest to, że opiera się ono na fundamentalnym założeniu, że w sporze cywilna z Państwem  rację ma urzędnik, a do tego przyjmuje się domniemanie, że obywatel- cywil kłamie, zaś urzędnik mówi prawdę.

Na początku poprzedniej dekady, więc już pewnie z ponad 10 lat temu wyjeżdżałem z rodziną z Torunia. Był uroczy majowy dzień, w trakcie owego kompletnie bezsensownego, ale bardzo przyjemnego majowego długiego weekendu (wynika on stąd, że po upadku komuny wszyscy uznali, że komuna była wprawdzie niedobra, ale ludzie pracy zasługują na święto, przy czym przypadkiem okazało się, że konstytucję 3.maja uchwalono w podobnym terminie). Parę kilometrów za Toruniem  wyskoczył przede mnie cywilny samochód, zatrzymał mnie, było w nim dwóch ludzi, jeden w mundurze wojskowym, drugi był, jak się potem okazało, policjantem. Twierdzili, że przekroczyłem linię ciągłą.

Ja uważałem , że nic takiego miejsca nie miało, jechałem bardzo wolno i weekendowo, nie było żadnego powodu, bym przeciął linię ciągłą, w każdym razie – świadomie. Odmówiłem przyjęcia mandatu, tym bardziej, że obaj panowie wyglądali bardzo mało urzędowo i od początku uważałem, że ich strategia polega na łapaniu dobrych samochodów na warszawskiej rejestracji, których kierowcy mają niewielką skłonność do niepłacenia mandatów.

Ja jednak wdałem się w spór, w wyniku którego trzy albo cztery razy jeździłem do Torunia, pracowicie dowodząc swojej racji. Nie zrobiłem tego wyłącznie z powodu awanturnictwa, które we mnie siedzi, ale przede wszystkim ideowo, przyjmując założenie, że kiedy jak kiedy, ale w tym przypadku naprawdę nie jestem winny. A nawet jeżeli jestem, to na tyle nieświadomie, że oczekuję obiektywnego dowodu w tej sprawie.

W toku postępowania okazało się między innymi, że sąd wcale nie zamierza przesłuchać jako świadka drugiego z członków zatrzymującego mnie patrolu. 

Co więcej , to było najciekawsze, okazało się, że wszystkie samochody policyjne policji w Toruniu mają obowiązek używać kamery rejestrującej zdarzenia będące przedmiotem wykroczenia drogowego, jednakże – mój policjant od roku miał swoje urządzenie zepsute.

Mimo to jednak zarówno sąd rejonowy jak i okręgowy w pełni podzieliły rację policjanta i ukarały mnie grzywną. Doszło do tego pomimo, że zatrzymujący mnie policjant świadomie nie stosował procedur wyznaczonych mu przez jego władzę zwierzchnią. 

Takich przypadków każdy prawnik zna sporo z opowieści klientów, ja też je znam. Taki opowieści, w których władza bezsensownie i z premedytacją prześladuje obywatela, posługując się przede wszystkim autorytetem władzy. Przepuszczam je trochę przez palce, wiadomo, że ludzie nie lubią przyznawać się do winy. Ale własna historia, choćby jedna, potrafi zbudować szczere zwątpienie co do sposobu funkcjonowania instytucji państwowych.

Tak właśnie było w moim przypadku. Policjant, żołnierz, następnie sędzia pierwszej instancji a potem sędzia drugiej instancji – wszyscy oni uznali, że ja mówię nieprawdę, zaś policjant, pomimo, że naruszył jawnie wyznaczone mu reguły postępowania mówi prawdę. Pomijam już taki drobiazg, że ocena przekroczenia ciągłej linii może wynikać ze zwykłem pomyłki, nie tylko z intencji wyłudzenia paru złotych od kierowcy samochodu z Warszawy, który spieszy się do domu.

Tak naprawdę, to uwielbiam Toruń, razem z jego liniami ciągłymi i taka historia mogłaby się zdarzyć wszędzie indziej w Polsce, ponieważ w tejże Polsce generalnie i ogólnie władza – ćwierć wieku po upadku komuny – zazwyczaj czuję się tak, jakby niewiele tu się zmieniło. Tradycja arogancji władzy  powstawała przez setki lat i nie zmieni się łatwo. Proponowałabym jednak te zmiany co najmniej zacząć.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry