Epitafium dla LexisNexis

Na rynku literatury prawniczej widać bogactwo publikacji, żeby nie powiedzieć – szaleństwo kreatywności i tworzenia. Z bliska – jak już o tym nie raz pisałem, większość książek prawniczych jest dramatycznie czy też skrajnie przyczynkarska i w rzeczywistości nikomu niepotrzebna.

W latach 90 –tych biznes ten, jak wiele innych, był bardzo dochodowy, literatury prawniczej permanentnie brakowało a rynek czytelniczy prawników podwajał się niemal co trzy lata.

Od środka sprawy wyglądają dużo gorzej żeby nie powiedzieć – niemal dramatycznie. Na rynku wydawnictw prawniczych sprzedanie książki – nie będącej podręcznikiem akademickim – w zawrotnej liczbie 400 egzemplarzy uważane jest za niebywały wręcz sukces. Zakładając, że taka książka sprzedaje się za 100 złotych – wydawnictwo uzyskuje z tego tytułu 40 tys. złotych przychodu. Nie mniej jednak – równocześnie –wydawnictwo ponosi koszty produkcji, koszty stałe, płaci (grosze) autorom. A koniec końców – ile jest takich, liczących kilkaset stron książek, których produkcja kosztuje dajmy na to 6 czy 8 tysięcy złotych, które nie sprzedają się właściwie w ogóle? Za wyjątkiem oczywiście tych kilkudziesięciu egzemplarzy, które kupuje autor, żeby następnie rozdać je znajomym.

Ciężkie życie. żeby wygenerować 4 mln obrotu – wcale nie tak dużo, jak na spory i kosztowny biznes – trzeba wydać 100 takich książek, które się dobrze sprzedają.

Polski rynek literatury prawniczej dzielą między siebie trzy wydawnictwa: niemiecki Beck, amerykański LexixNexis oraz holenderski Wolters Kluwer. Firmy on pomału wykupiły wszystkich polskich wydawców literatury prawniczej, przy czym były wśród nich bardzo twórcze, lokalne biznesy. Żadne z tych wielkich wydawnictw nie stworzyło sobie jakiejś szczególnej pozycji, wszystkie one walczą o tych samych klientów i wydają z grubsza takie same książki

Jak powiedziałem – nie wątpię, że biznes nie jest łatwy, i nie wiedziałbym, jak się na tym rynku poruszać, żeby na nim przetrwać. Szczerze powiem jednak, że nie wydaje mi się, by któryś z wydawców wymyślił własną niszę.

Kiedy, jako autor LexixNexis otrzymałem w ubiegłym tygodniu informację – bardzo elegancką w formie – iż LexisNexis postanowił zamienić się z Wolters Kluwer rynkami w ten sposób że LexisNexis wycofa się z Polski an Wolters Kluwer – z Kanady – zdziwiłem się tylko na początku. Bo warunki, w jakich funkcjonują wydawnictwa prawnicze, jak się dobrze nad tym zastanowić, są na tyle konkurencyjne, iż mogą one poprawić się tylko wtedy, gdy liczba graczy na rynku ulegnie zmniejszeniu.

Ciekaw jestem jak do tej klasycznie niekorzystnej dla konsumenta koncentracji podejdą władze antymonopolowe. Być może jak to często bywa ta koncentracja w znaczeniu faktycznym ujdzie uwadze władzy antytrustowej, bo nie będzie miała żadnego uchwytnego wyrazu w sensie legalnym. Po prostu LexisNexis przestanie działać na polskim rynku wydawnictw prawniczych – i nikt mu nie może tego zabronić.

Nie chcę zresztą szczuć, sam wcześniej napisałem, że walka o czytelnika (czy też raczej kupowacza  przeglądacza bo książek prawniczych raczej się nie czyta) prowadziła po fakcie co wydawania coraz większej liczby coraz bardziej nikomu niepotrzebny książek.

Nie mam jednak wielkie nadziei, że ta tendencja ma szansę na radykalny zwrot.

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry