Gra pozorów

Nie za bardzo wiem dlaczego od dawna już przyjęło się, że jak prawnik napisze dużo, to jest lepiej, niż jak napisze mało.

Gdybym ja był sędzią, to podejrzliwie bym podchodził do tych wszystkich pism, a zwłaszcza apelacji, w których wyliczonych jest 16 zarzutów a każdy z nich sformułowany tak, jakby zaskarżony wyrok był idiotyczny.

Tymczasem powszechnie wiadomo, że jeżeli coś przewraca argumentację przeciwnika lub podważa wyrok – to jeden zasadniczy argument.

Jest to jakaś taka szkoła stosowania prawa, w których wszyscy traktujemy sibie nawazjem niezbyt poważnie. Bo przecież 16 argumentów nie może być równie dobrych.

Przyczyny takiej sytuacji są oczywiście w tym, że prawnicy pracują na godziny, minimalizują ryzyko, że czegoś tam nie podnieśli. Ale jest jeszcze jeden poważny argumenty: prawnicy są tak nauczeni – że trzeba podnosić wszystko, „bo może coś chwyci”.

Ale to piękne pospolite określenie „może coś chwyci” oznacza tylko tyle, że tak naprawdę prawnicy tacy nie wierzą w profesjonalizm sądów a może w ogóle nie wierzą w prawo jako system.

Istotą tego systemu bowiem powinna być jego przewidywalność, a kiedy liczymy na to, „że coś chwyci” to przecież mówimy pośrednio o zupełnej nieprzewidywalności.

Więc w tym podnoszeniu zarzutów „na wagę”, tak jak w używaniu kierunkowskazu po wykonaniu manewru skrętu w lewo zawiera się istotny sens stosunku nas, Polaków, do stosowania prawa, jako swoistej gry pozorów. 

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry