Okazanie w Polsce anno 2014 czyli zgubiony sens wszystkiego

Główny środkiem dowodowym w polskich sądach karnych jest przyznanie się do winy. Z wszelkimi innymi dowodami jest znacznie gorzej.

Dramatyczny, upadły standard prowadzonych w polskim procesie karnym postępowań ma niestety taki skutek, że sądy, świadome nędzy dostarczanych przez prokuraturę i policję dowodów litościwie ratują oskarżenia przyjmując twórcze założenie, że „wszyscy wiemy, że on to zrobił”. Mądrze to się nazywa procesem poszlakowym, ale teraz w sądach karnych 2 na 3 to są procesy poszlakowe.

Co oczywiście w większości przypadków jest prawdą – że zrobił - natomiast skutek tego rozumowania sądów jest taki, że następnym razem dostają materiał dowodowy jeszcze gorszy, o ile to w ogóle możliwe.

Ustawodawca, najwyraźniej świadomy tej nędzy policji i prokuratury, akceptuje te coraz niższe standardy i przyzwala właściwie na wszystko. Dowody to domysły – taka jest naprawdę formuła działania polskiej policji kryminalnej.

Symbolicznym wymiarem empatii, jaką wykazuje ustawodawca dla upadku metod śledczych są wyrafinowane przepisy wykonawcze do kodeksu postępowania karnego na temat okazania. Jest to, jak wiadomo, kluczowy dowód w postępowaniu karnym. Dowód istniejący od setek lat, opisany w dziesiątkach książek.

Kilustronicowe rozporządzenie na temat okazania nie przewiduje nawet obowiązku filmowania okazań. W czasach, gdy filmuje się wszystko wszędzie, a w każdym centrum handlowym jest sto kamer rejestrujących drobnych i większych złodziei ta kluczowa dla zbierania dowodów czynność, jaką jest okazanie nie jest utrwalana. W związku z czym, na tle każdego okazania powstają zasadnicze i nieusuwalne wątpliwości. I żadne polskie okazanie nie miało by szans bycia uznanym za dowód przed amerykańskim na przykład sądem.

Dwa lata temu byłem na takim okazaniu w Komendzie Stołecznej Policji. Takie okazanie odbywa się w dwóch pokojach, każdy o powierzchni może ośmiu, może dziesięciu metrów kwadratowych, w których cały czas pracuje po dwóch urzędników policyjnych. Między tymi pokojami jest wybity otwór, który dumnie nazywa się lustrem weneckim. Do okazania ściągani są okoliczni pracownicy cywilni policji (bo rozporządzenie zabrania policjantów), bez względu na to, jak wyglądający i jak ubrani. Całość czynność ma tak żenujący przebieg, że szkoda mi i tej policji, i tego okazania i tej Kraju.

I wtedy przynajmniej nic dziwnego, że takiego okazania nikt nie chce filmować. Bo na takim filmie wyszłoby, dlaczego to okazanie nie jest i nie może być dowodem, a tak przynajmniej można wmawiać i oszukiwać, że się nadaje na dowód.

Nie wiem, naprawdę nie wiem gdzie to się wszystko zagubiło w tym Kraju, czemu policja jest w takiej nędzy, co więcej – czemu system postawił na prokuratorów, którzy zarabiają trzy razy tyle i mają trzy razy większe pokoje, choć ich praca jest trzy razy mniej ważna, niż praca policji. Gdzie to wszytko zagubiło jakikolwiek sens, albo go nawet nie zdążyło nabrać.

A postępowania dowodowe nadal opierają się na przeświadczeniu, że przecież wszyscy wiemy, że on, przestępca, to zrobił. A poza tym – przecież się przynał.

 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry