Spółdzielnia pod nazwą Polska

 

Moja propaństwowa natura nie zawsze sprzyja mojej zawodowej roli adwokata, wynajmowanego najczęściej przez prywatne podmioty i nierzadko – także w celu dochodzenia od Państwa i jego agend należności moich klientów. Interes Państwa znajduje się bowiem nierzadko w szponach niedouczonych i nie odpowiedzialnych urzędników czy prokuratorów, którzy po prostu na szwank narażają jego interesy. 

W poszczególnych przypadkach - weźmy na przykład roszczenia szpitali wobec Narodowego Funduszu Zdrowia z tytułu nadwykonań - jest oczywiste, że na zaspokajanie potrzeb w różnych sferach życia po prostu brakuje środków, choć, zapewne, brakuje ich dlatego także, bo są one źle pilnowane czy marnotrawione. 

Mój dylemat to klasyczny dylemat członka spółdzielni mieszkaniowej, któremu spółdzielnia nie usunęła awarii co spowodowało zniszczenia. Pozwać spółdzielnię to w pewnym sensie pozwać samego siebie. Ostatecznie zresztą wszyscy jesteśmy członkami jednej wielkiej spółdzielni, jaką jest Polska.

W tej postawie jest zrozumienie i litość zarazem, uczucia szlachetne lecz niekiedy dwuznaczne. Polska w oczywisty sposób od lat już rozjeżdża się na Polskę państwowo-samorządową i Polskę prywatną. Te dwie (a może trzy, bo samorządy są jednak różne) Polski różnią się niekiedy coraz bardziej efektywnością i etyką pracy, poczuciem odpowiedzialności i jej indywidualizacją.

Podnoszenie roszczeń wobec Państwa to właściwie podnoszenie roszczeń do nie wiadomo kogo. Z jednej strony Państwo to jest potężne i niekiedy opresyjne, z drugiej strony – w pewnym sensie osamotnione i niczyje. Urzędnik, który dzisiaj narazi owo Państwo na milionową odpowiedzialność na ogół nie będzie osobiście za nic odpowiadał.

Więc wszelkie działania prawne podejmowane wobec Państwa i w – mniejszym, lecz także istotnym stopniu - samorządów, najzupełniej słuszne od strony formalnej noszą w sobie coś z lekka dwuznacznego.

Ale na podnoszenie roszczeń i żądań wobec Państwa można – i w końcu trzeba – spojrzeć z odmiennej perspektywy. Jeżeli obywatele, działający osobiście lub jako podmioty prawa nie będą wobec Polski państwowej stawiać żądań, to ta Polska państwowa nigdy się nie zmieni. I nie pójdzie ścieżką rozwoju, by nadążyć za rozwojem Polski prywatnej. Litość czy miłosierdzie w rzeczywistości społecznej, a pewnie i żadnej innej, nie jest w długim dystansie motywacją prowadząc do trwałych zmian na lepsze.

Co oznacza że Państwo, winno być traktowane przez swoich obywateli bez jakiejkolwiek taryfy ulgowej, bo takie podejście tylko rozbraja Państwo i czyni go tym bardziej rozlazłym, niewydolnym lub po prostu zepsutym.

Nie sądzę zresztą, by to podejście pełnej nadmiernego zrozumienia dla Państwa było niezwykle rozpowszechnione. Obywatele nie podejmują różnych uzasadnionych działań wobec Państwa raczej dlatego, ponieważ nie wierzę w ich powodzenie albo – z obawy przed jego omnipotencją. Tak czy inaczej – Państwo jako takie nie jest dostatecznie często i słusznie challange’owane aby było to powodem do zmiany owego Państwa stadardów. Co prowadzi do wniosku, że jeżeli od Państwa czegoś słusznie chcemy i wymagamy, to w istocie rzeczy służymy jego dobru i jego rozwojowi. 

Nie ma gorszej rzeczy dla rozwoju, niż litościwe przymykanie oka i akceptowanie substandardu. 

 

  • Kategorie:

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry