Domniemanie winy

 

Ponad rok temu na łamach portalu Rzeczpospolitej znalazł się mój tekst, przewrotny cokolwiek, na temat domniemania niewinności. W tekście tym wyraziłem pogląd, że jest ta uświęcona, konstytucyjna zasada jest na tyle konwencjonalna, że właściwie nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość.

W odpowiedzi pewien autor na blogu Salon 24 – niestety nie znalazłem podpisu – podniósł głos oburzenia, że gadam głupoty, że niby adwokat a nieuk i tak dalej. Ja uważam, że takie stanowisko, które bierze w obronę zasadę domniemania niewinności i głosi, że jest ona niezbędna świadczy o tym, że autor ów zupełnie mnie nie zrozumiał.

Ale to, powiedzmy, niekoniecznie dowodzi tego, że z autorem jest coś nie w porządku, tylko, być może, nie dość jasno się wysłowiłem.

Przyznam zupełnie szczerze, że lubię podważać takie pseudoaksjomaty systemu prawnego, które istnieją jakąś siłą inercji, traktowane są jak święte krowy i nie ma z nich zupełnie żadnego pożytku. Takim pojęciem jest – w prawie korporacyjnym - kapitał zakładowy w spółkach kapitałowych, który nie tylko nie wiadomo po co jest, ale wprowadza tylko zamieszanie. Takim pojęciem w prawie karnym jest domniemanie niewinności.

Może i ta zasada nawet obowiązuje, tylko jako praktyczny człowiek pytam po prostu – i co z tego? Co z owej zasady wynika? Jakie są jej realne i praktyczne konsekwencje? Kto w nią wierzy?

Najpierw spójrzmy jak tę zasadę traktuje opinia publiczna. Ona, co do zasady, za winnego uważa tego, kogo prokurator zatrzyma. Nawet nie tego, komu prokurator postawi zarzuty. Ten zaś, kogo aresztują jest z punktu widzenia opinii publicznej właściwie skazany. I słusznie, mówi opinia, jest skazany ponieważ jest winny.

Teraz spójrzmy jak do domniemania niewinności odnosi się system aresztowy. Tymczasowe aresztowanie stosowane jest przez sąd na wniosek prokuratury. W większości przypadków sąd odżegnuje się od jakiejkolwiek analizy dowodów, zresztą zwykle nie ma na to czasu. W rzeczywistości więc, z praktycznego punktu widzenia, areszt jest zwykle decyzją prokuratury. A przecież stosowanie aresztu z definicji właściwie wyraża wątpliwość w domniemanie niewinności.

Zapewniam – to nie tylko opinia publiczna uważa, iż „sprawca już siedzi”, i nie tylko niedouczeni dziennikarze używają takiego właśnie jednoznacznego języka. Prokuratorzy sami za pomocą aresztu realizują własną politykę penitencjarną przyjmując założenie, że areszt to kara, która wymaga jedynie „zatwierdzenia” przez sąd. Sąd wydaje wyroki latami, więc lepiej, żeby areszt był zastosowany szybko.

Ja się pytam – gdzie jest to domniemanie niewinności? W mowach obrończych i pismach procesowych? W raportach organizacji praw człowieka których urzędnicy,za ciężkie, pobrane od podatników pieniądze uspakajają sumienia polityków, że prawa człowieka są przestrzegane.

Ja zresztą nie jestem pewien, czy można mieć pretensję o to, że domniemanie niewinności jest w rzeczywistości prawnej nieużywane. Bo to jest bardzo trudna zasada w użyciu. Ona wymaga wielkiej kultury myślenia prawnego, myślenia w kategoria wartości. Wymaga też inwestycji w system tak, aby wszelkie przejściowe formy naruszenia wolności nie wiązały się z naruszeniem godności. A dzisiaj sam system stosowania tymczasowego aresztowania jest największym bodaj wrogiem jakkolwiek rozumianego domniemania niewinności.

I to chciałem powiedzieć, choć może mi nie wyszło. Bardzo chciałbym, że domniemanie niewinności stanowiło fundament myślenia o prawie karnym, o systemie stosującym kary, o tymczasowym aresztowaniu. I ze swojej strony dałbym wiele, żeby tak się stało.

Na razie robię tyle, co mogę, to znaczy bez złudzeń opisuję rzeczywistość. To jest punkt wyjścia, ażeby cokolwiek zmienić. 

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry