Zamówienie

Moja dobra koleżanka pełniła funkcję prawnika wewnętrznego w lokalnej, choć dużej organizacji targanej wewnętrznymi konfliktami koproracyjnymi. Spór, jak to zazwczaj bywa, polegał na tym, że między poszczególnymi domniemanymi akcjonariuszami nie było zgody co do tego, kto z nich bardziej jest akcjonariuszem.

Przy każdej większej zadymie na tle tego sporu – który, jak wiadomo, paraliżuje wszelką działalność firmy – moja koleżanka – prawnik wewnętrzny wykonywała serię telefonów do Bardzo Sławnych Profesorów zajmujących się prawem koporacyjnym z pytaniem, czy nie zechcieliby przygotować opinii prawnej na temat, kto ma w świetle prawa rację.

I to najlepiej w ciągu godziny po tym, jak coś się zadziało, ponieważ każde opóźnienie w wykonaniu telefonu skutkowało tym, że opinie Bardzo Sławnych Profesorów były już „zajęte” przez drugą stronę konfliktu.

Moja koleżanka zresztą, jak mi wyjaśniła, po wykonaniu telefonu nie traciła wcale czasu na to, by z Bardzo Sławnym Profesorem ustalić treść opinii. Nie było na tym tle żadnego nie rozumienia, w każdy przypadku Bardzo Sławny Profesor wiedział od razu, jakie powinien mieć zdanie w poszczególnej sprawie. Co najwyżej, nieco więcej czasu wymagało uzgodnienie kwestii honorarium.

Z historii tej, prawdziwej i zdaniem moim niezwykle ciekawej – znanej mi zresztą z innych firm w mniej skrajnej postaci – wyciągnąć można dwa wnioski, zależnie do ogólnego nastawienia do świata.

Pierwszy, narzucający się wniosek mówi o całkowitym, dogłębnym zepsuciu środowiska prawniczego i w tym w szczególności środowiska Bardzo Sławnych Profesorów. Jest to, zdaniem moim, wniosek prawdziwy, ale niepełny.

Ponieważ – i to jest wniosek drugi, równoległy – tego rodzaju zachwianie etyczne jest możliwe tylko i wyłącznie przy daleko posuniętej względności i nieoczywistości stanu prawnego. Takiego stanu prawnego, w ramach którego każdy jako tako autorytatywny prawnik może powiedzieć to, co chce czy raczej to, czego chce klient. I jego pogląd nigdy nie zostanie zdemaskowany jako głupi czy niedorzeczny. Nigdy żaden sąd, a zwłaszcza Sąd Najwyższy nie dokona – w imieniu tak czy inaczej rozumianego Państwa – oceny takich poglądów.

Zaden standard środowiskowy środowiska prawniczego, uzgodnione poglądy w doktrynie i tak dalej – w większości przypadków nie istnieje. Jest – w tak wielu sporach korporacyjnych, czyli wynikających na tle kodeksu spółek handlowych – nieograniczona relatywność.

Oczywiście, przyzwoitość czy też pryncypialność środowiska prawniczego mogłaby stanowić jakieś, choćby jakieś remedium na tę relatywność, która oczywiście jest kupowana za grubą kasę. Ale – my mamy te dwie okoliczności razem, w jednym. Czyli mętne przepisy i słabość zasad.

W tych warunkach trudno być prawnikiem. Ale jeszcze trudniej – uwierzyć w prawo.

 

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry