A może dobrze już było?

Prawnicy w Polsce mają – co najmniej wielu z nich – wszelkie powody do narzekania. Stawki za pracę w kancelariach spadły o 30 może 40 procent. Liczba prawników na rynku rośnie lawinowo, liczba zleceń nie rośnie wcale albo bardzo powoli. Polscy przedsiębiorcy nadal wolą sprawy załatwiać po znajomości niż przez prawników. Procedury sądowe odstraszają od prowadzenia sporów i tym samym od korzystania z prawników.

Jest źle, myślą sobie prawnicy. Kiedyś, było dobrze. Kiedyś, myślą sobie, było normalnie.

Człowiek ma taką naturalną tendencję, że z pojęciem „dobrze” kojarzy pojęcie „normalnie”.

Spróbujmy jednak zdefiniować, co do znaczy „normalnie” w odniesieniu do wynagrodzenia za pracę.

Jedno „normalnie” – to jest stosunek między podażą pewnej usługi czy kompetencji a popytem na nią. W gospodarce rynkowej te dwie wielkości dążą do równowagi. Z różnych powodów jednak równowagi tej przejściowo nie ma.

Tak było w Polsce w latach dziewięćdziesiątych na rynku prawniczego doradztwa gospodarczego. Zwłaszcza z punktu widzenia wchodzących do Polski międzynarodowych czy po prostu zagranicznych firm istniała gigantyczna, dramatyczna nierównowaga . Wskutek czego niemal każdy prawnik który nie był zupełnym idiotą miał swoją szansę. A już ten, który znał język angielski szybko nabierał przekonania, o swojej naturalnej i oczywistej boskości.

Drugie „normalnie” polega na tym, że wynagrodzenie odpowiada, mimo tych wszystkich rynkowych zaklęć, pewnej społecznie zapotrzebowanej wartości czy przydatności wykonywanej pracy. Ciekawe, że większość prawników, który status istotnie się pogorszył w stosunku do tego, co kiedyś – w ogóle się nad tym nie zastanawia.

Żeby moją logikę uprościć i wyjaśnić bez zbędnych ceregieli zapytam – jaki sens i społeczną przydatność, dla jakiegokolwiek właściwie biznesu, miała i ma stawka godzinowa prawnika wynosząca 400 dolarów lub Euro? Co w tej godzinie pracy, za którą trzeba zapłacić tyle, ile prości ludzie zarabiają w miesiąc – co w tej godzinie pracy takiego się mieści? A zwłaszcza – co jest takiego, czego nie potrafi zrobić inny prawnik, za trzy razy mniejsze pieniądze?

Dla jasności – piszę te słowa ja, który też sobie nie szkodowałem i nierzadko obciążałem klientów stawką wynoszącą tysiąc złotych za godzinę pracy.

Więc moje pytanie do tych prawników, którzy tak boleśnie narzekają, że im się pogorszyło jest takie: a może dobrze już było? I może to „dobrze” było nienormalne? Bo może to „dobrze” wynikało z dramatycznej nierównowagi na rynku usług prawniczych i brało się po prostu z przewartościowania pracy prawnika?

Bo mnie się właśnie tak wydaje.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry