Wyznanie grzechu czyli znaleźne za pasek w kwocie 46 złotych

Człowiek po to ma bloga, żeby się przyznawać do grzechów. Oto jeden z moich licznych grzechów: w pierwszym dziesięcioleciu mojej działalności doradcy prawnego wierzyłem bezgranicznie tylko i wyłącznie w rozwój i dominację prawa korporacyjnego, jako klucza do rozwiązywania problemów biznesu. Ukoronowanie kompetencji prawnika korporacyjnego były oczywiście transakcje. Transakcje chcieli robić wszyscy.

Grzech polegał na tym, że co najmniej dwóch dziedzin prawa gospodarczego nie potrafiłem w porę docenić i zrozumieć ich przyszłościowej roli. Przede wszystkim nie doceniłem prawa konkurencji, po drugie zaś, w ścisłym nieuchronnymi związku pozostającego – prawa własności intelektualnej.

Bo jak ktoś wyrasta swoim myślenie z głębokiej komuny, jak ja, to zarówno konkurencja jak własność intelektualna są dla niego na początku pomysłami z innego świata.

Potem dopiero się okazuje, że żyjemy w systemie gospodarczym, w którym każdy potrafi wszystko wyprodukować, każdy potrafi sprowadzić z Chin cokolwiek, i cały problem sprowadza się do tego, żeby to sprzedać. W komunie było oczywiście wszystko odwrotnie, produkcja była wszystkim, jak się wyprodukowało to zawsze się sprzedało. Niby było oczywiste, że nowy system w tym właśnie pójdzie kierunku. Niby było… Ale nie zauważenie zwłaszcza roli prawa konkurencji z pokorą wyznaję jako swój największy grzech zawodowy.

Odkupienia grzechu dokonuję w ten między innymi sposób, że działanie praw konkurencji i własności intelektualnej widzę w tej chwili wszędzie. Cały biznes, cała gospodarka kapitalizmu opiera się na subtelnościach. Samsung płaci Apple’owi dziesiątki milionów dolarów za skopiowanie przez Samsung włączania telefonu za pomocą przesuwania poziomej strzałki. Jest to zupełnie inne prawo i inna rzeczywistość, niż świat prawa korporacyjnego, opartego na standardowych, skodyfikowanych i przewidywalnych regułach. konkurencja i własność intelektualna to prawdziwy biznes.

I ja teraz działanie konkurencji – lub jego brak – widzę dosłownie wszędzie. I stąd też doceniam rolę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta jak żadnego innego urzędu.

To był wstęp teoretyczny. Teraz ćwiczenia warsztatowe:

  1. lecąc samolotem do Gdańska podczas kontroli bezpieczeństwa zostawiłem na lotnisku pasek;
  2. po tygodniu zgłosiłem się po pasek do biura rzeczy znalezionych na Okęciu;
  3. pasek, a jakże, był, przy czym Pani zażądała za zwrot paska opłaty w wysokości 46 złotych, na co składa się 32 złote opłaty startowej i 2 złoty za przechowanie za każdy dzień;
  4. mój oryginalny pasek firmy THNY kosztuje wprawdzie 179 złotych, ale taki używany pasek nie może kosztować więcej niż 80 złotych, jeżeli ktoś kupuje używane paski.

Właścicielem lotniska Okęcie (i zarazem biura rzeczy znalezionych) jest państwowa firma Polskie Porty Lotnicze. Jest ona klasycznym, brutalnym monopolistą żyjącym głównie z tego, że samoloty żeby dolecieć do Polski muszą latać nad Polską. Jest to firma przyzwyczajona do wykorzystywania swojej roli monopolisty. Do pokrywania wszelkie nieudaczności, przerostów organizacyjnych i związków zawodowych poprzez dowolne określanie stawek za swoje „usługi”.

Na Okęciu nie ma drugiego biura rzeczy znalezionych. Jest tylko jedno. Takie Biuro mogłoby równie dobrze oferować mój pasek za 100 złotych albo za 200 złotych. Co za różnica. No ok., może bym wtedy nie odebrał paska. Ale jeżeli ktoś zgubił na Okęciu walizkę?

A przecież – nie od razu to zrozumiałem – to biuro rzeczy znalezionych na Okęciu i mój pasek, za który znaleźne wynosi 50 proc. jego wartości są skutkiem i przyczyną dla których reguły prawa konkurencji są esencją zdrowego funkcjonowania systemu, zwanego wolnym rynkiem.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry