Niemcy

Kiedy zaczynałem moją tak zwaną karierę adwokacką mnóstwo rzeczy polegało na załatwianiu. Załatwianie ma złą reputację, bo kojarzy się z korupcją. Czasem oczywiście załatwianie wiąże się z nielegalnym płaceniem – załatwianie to pojęcie szersze. Najczęściej jednak, przynajmniej w moim przypadku, walutą którą płaciłem było bycie miłym i uprzejmym oraz przekonywaniem decydującego w sprawie urzędnika, że moja sprawa jest odrobiną bardziej pilna, od innych.

Pamiętam jak dziś ten całkiem spory tłum adwokatów kłębiący się na drugim piętrze budynku przy ul. Swiętokrzyskiej 12, gdzie zlokalizowany były rejestr handlowy. Rejestracja spółek była długim i ryzykownym procesem. Najlepiej było się dowiedzieć, co sędzia uważa na temat wniosku, a potem prosić o termin.

Każde wpisanie zmiany w rejestrze szybciej, niż w trybie urzędowym (który trwał niekiedy kilka miesięcy) traktowałem jako osobisty sukces. Był to typowy sukces załatwiacza, więc może nic szczególnie doniosłego moralnie. Ale nie jestem w stanie wyzbyć się – po latach – poczucia sukcesu. Bo to nie był sukces profesjonalisty, który wygrywa sprawę przez lepszą argumentację. To był sukces – powiedziałbym – ogólnoludzki. Więc w sumie ważniejszy. Sukces mojego przyjaznego stosunku do świata i daru przekonywania.

Oczywiście, wrzucałem wtedy nierzadko takie myślenie – a co by było gdyby system był taki, że nie pozostawiałby żadnych luzów. Ze nie można pójść do sędziego tylko złożyć prawidłowo napisany wniosek. I wszyscy mieliby taki sam termin w którym dochodzi do załatwienia sprawy. Taki idealny porządek określam w myślach słowem „Niemcy”. Czy ja bym naprawdę chciał, żeby pozbawić mnie tej ogólnoludzkiej przyjemności w sprawdzeniu się, czy jestem w stanie kogoś do czego przekonać bardziej, niż są w stanie to uczynić inni.

Od tego czasu sprawy poszły w kierunku „Niemiec”. Oczywiście, Polska nigdy nie będzie „prawdziwymi” Niemcami, więc sfera „załatwiania” rozumianego jako przekonanie urzędnika zawsze będzie istnieć w sporym rozmiarze (choć podejrzewam, że w Niemczech prawdziwych też istnieje i, że Niemcy nie są takimi Niemcami jak mi się wydawało).

Nadal nie jestem w stanie powiedzieć, czy to źle, czy dobrze że taka sfera istnieje, niezależnie od moich własnych osiągnięć na niwie tak zwanego ogólnoludzkiego załatwiania spraw.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry