(4) Kronika dobrej zmiany: Zakon pod wezwaniem świętej Frustracji

Mam nieodparte wrażenie, że PIS to jest partia frustratów życiowych. Rzadko spotykam zwolenników PISu, jakoś nie przecinają się nasze ścieżki niemal zupełnie, nie mniej jeszcze rzadziej, a właściwie to nigdy nie spotykam wśród pisowców ludzi zadowolonych z siebie, przyjaznych i akceptujących świat wokół nich.

Nie jestem pewien czy określenie „frustraci” jest tu trafne. Zdaje mi się, że trafniejsze jest określenie „niespełnienie”.

Poziom niespełnienia każdy ma własny, ponieważ niespełnienie mierzone jest miarą oczekiwań względem samego siebie. Z tego powodu[...]

(3) Kronika dobrej zmiany: Suweren czyli wyznanie relatywizmu

Relatywizm jest szczególną właściwości PISu i jego rządów. Oczywiście, nie sposób nie zauważyć, że uprawianie polityki jest w ogólności i w pewnym sensie sztuką relatywizmu i relatywizowania. W przypadku PISu jest to jednak super-relatywizm.

Relatywizm tak rozumiany nie polega jedynie na dostosowywaniu aktualnego stanowiska czy poglądów do wymogów sytuacji politycznej, czy też – zwykle do dyktatu słupków. Relatywizm tak naprawdę sprowadza się do faktycznego braku końcowej, najwyższej wartości, do braku rzeczywistego punktu odniesienia na szczycie hierarchii wyznawanych[...]

(2) Kronika dobrej zmiany: PIS jak pułkownik Cathcart

To, że Pis nie jest partią inteligencką, czy też szczególnie popieraną przez inteligencję, to wynika wprost z badań socjologicznych. Ich wynik jest oczywiście zaciemniony przez to, że to są badania robione na wielkich próbach a kryterium inteligencji jest zrównane z kryterium wykształcenia, co, zwłaszcza w czasach nadskolaryzacji, może prowadzić do zafałszowania wyników.

Mnie jednak bardziej chodzi o coś innego – PIS nie przyciąga intelektualistów z prawdziwego zdarzenia, ludzi wybitnych czy najwybitniejszych w swoich zawodach. Nie mam tu oczywiście nieograniczonej skali[...]

(1) Kronika dobrej zmiany: Zmiana jest wszystkim

Wygrana PISu w ostatnich wyborach zaskoczyła mnie mniej więcej tak, jak wygrana Stana Tymińskiego z Mazowieckim w wyborach prezydenckich 1990 roku. Mówiąc wprost, wydawało mi się po prostu nieprawdopodobne, by tak prymitywna oferta polityczna trafiła na tak podatny grunt, po 27 latach szkolenia demokratycznego i uczenia wyborców odróżniania białego od czarnego.

Na wszelki wypadek dodam, że ta sytuacja świadczy źle o mnie przede wszystkim, nie o kimkolwiek innym. I nie mam o to do nikogo pretensji. Uważałem PIS i jego kompletnie niezrozumiałą dla mnie koncepcję polityczną[...]

Młynarski

W pewnym wieku, młodym wieku mamy silną potrzebę kategoryzowania wszystkich zjawisk na tym świecie, na zasadzie tabeli drużyn piłkarskich, żeby wiedzieć, gdzie są nasi i gdzie są inni. W stanie wojennym prowadziłem, pamiętam taką ambitną dyskusję z moim ówczesnym przyjacielem, Piotrem Ikonowiczem na temat Jacka Kaczmarskiego i Wojciecha Młynarskiego. Ikonowicz uważał, że Młynarski, owszem, jest wybitny, ale Kaczmarski to geniusz. Ja nie miałem tej jasności, to znaczy od czasu gdy coś rozumiałem z tego świata, też uważałem Młynarskiego za geniusza. Oczywiście, dzisiaj[...]

Cohen

Leonard Cohen był najważniejszym artystą mojego życia i na zawsze nim będzie. Odszedł w sposób odpowiadający swojej doniosłości i niezwykłości, przygotowując nas wszystkich na ten moment w sensie duchowym łącznie – co może być już od strony biologicznej przypadkiem – niezwykłą ostatnią płytą I want it darker.

Przez wiele lat nie zastanawiałem się zupełnie, dlaczego Cohen tak na  mnie działa, zresztą taki sposób dochodzenia do sztuki jest zapewne najlepszy i najmądrzejszy: nie chodzi o to, by uznać dzieło za ważne tylko żeby je lubić i kochać. Cohen był[...]

 Do góry